Gdyby 10 000 szczecińskich firm sponsorowałoby imprezę w wysokości 500 zł każda, mielibyśmy 5 mln zł. Można myśleć o Luciano Pavarottim. Dni Morza mają być naszym świętem i naszym interesem.
Prasa i obserwatorzy zarzucali Miastu m.in.: brak pomysłu na „całość”, zlecanie organizacji tylko swoim, „piwny” charakter Dni, dewastację zieleni na Wałach Chrobrego, wyłącznie młodzieżowy charakter koncertów, brak gadżetów handlowych imprezy, zbyt późną i niedostateczną promocję.
Czym mają i mogą być szczecińskie Dni Morza? Czy mają być - A/ festiwalem muzycznym, B/ świętem browaru, C/ imprezą promocyjną miasta, D/ podsumowaniem rocznej działalności placówek kulturalnych, E/ imprezą rekreacyjną, F/ wielowątkową integracyjną imprezą miast siostrzanych basenu Morza Bałtyckiego, G/ świętem ludzi morza i prezentacją nurtu marynistycznego w piosence, plastyce – swoistą morską „Barbórką”, H/ festynem robionym pod kątem telewizji, I/ Dniami Szczecina, J/ festynem z udziałem wielu zespołów międzynarodowych, K/ wspólnym przedsięwzięciem zachodniopomorskim ; zatrzymajmy się na tych kilku - w zasadzie nie wykluczających się wątkach. Każda kombinacja i rozłożenie akcentów jest w zasadzie możliwe. Scenariusz można w zasadzie napisać w kilka dni, ale z punktu widzenia rozwoju imprezy ważniejszy jest sposób dochodzenia do tego programu, metoda budowania, tworzenia ciekawych zdarzeń, które zainteresują zarówno turystów jak i większość mieszkańców miasta. Zbudowanie estrady, ściągnięcie gwiazdy i odpowiedniego sprzętu jest zagadnieniem banalnym. Wystarczy to odpowiednio wcześnie zlecić i o nic się nie martwić. Agencje mogą załatwić również sponsorów za odpowiednią prowizję. I jeżeli miasto – Zarząd, rada miejska, urzędnicy – nasi reprezentanci i nasi pracobiorcy nie mają czasu na zajmowanie się banalnym problemem Dni Morza, tak właśnie powinni postąpić. Zlecić. Nie sądzę aby i zarząd i urzędnicy nie byli kreatywni. Są z pewnością ale nie mają czasu na rzeczy nie do końca poważne.
Druga metoda wziąć odpowiedzialność za swoją imprezę i pracować nad nią kilka lat.
Takie czy inne, Dni Morza mają swoją wartość i są dobrą cechą marketingową Szczecina. Wątków programowych może być wiele – ale cel nadrzędny jeden – promocja miasta. Tym samym impreza musi być zrozumiała dla turystów polskich i zagranicznych. Musi być regularnie zgłaszana do wszelkich możliwych kalendarzy turystycznych a jej program zaprezentowany na „Gruene Woche” w Berlinie.
Dni są miastu potrzebne. I oko prezydenta Koćmiela, a najlepiej wszystkie oczy wszystkich prezydentów, powinny tego konia tuczyć i na niego postawić.
Przyjmijmy, że na początek zrealizowanych zostanie kilkanaście konkretnych imprez i zdarzeń. Wśród nich takie imprezy jakich jeszcze w Szczecinie nie było. Trzy czy cztery – pięć zdarzeń, które się nie sprawdzą, zostaną w następnym roku odrzucone. Biuro, wydział będzie szukało co roku nowych pomysłów. Miasto powinno wyznaczyć miejsca, gdzie odbędą się przyszłoroczne imprezy. Może być to związane z koncepcją promowania konkretnych terenów. Nie brońmy firmom promocji a nawet czystej reklamy w czasie Dni Morza. Jeżeli chcą pozyskać sympatię ludzi, promować swój znak, czemu nie. Ale muszą aktywnie włączyć się w przygotowanie imprez. Gdyby 10 000 szczecińskich firm sponsorowałoby imprezę w wysokości 500 zł każda, mielibyśmy 5 mln zł. Można myśleć o Luciano Pavarottim. Dni Morza mają być naszym świętem i naszym interesem. Nie mogą stanowić problemu, powinny być jego rozwiązaniem. Powinniśmy lepiej zadbać o warunki higieniczne ludzi z gastronomii. To ma być duża impreza zorientowana na zagranicznego odbiorcę. Wiem że w tłoku uchodzi wszystko, ale ludzie patrzą na czyste ręce pani od kiełbasek.
Termin lipcowy jest dobrym terminem, choćby ze względu na turystów. Nie wiem tylko czy mają to być Dni Morza czy Dni Szczecina. Natomiast w świętego Jana też powinno się coś zdarzyć nad Odrą. Dni Morza czy Dni Szczecina nie muszą być jedyną dużą imprezą organizowaną w Szczecinie. Jest w naszym mieście firma, która wspierała i wspiera działalność kulturalną i nie tylko; myślę o Bosmanie Browar Szczecin, który mogłaby samodzielnie wykreować niezależną, dużą imprezę w naszym mieście. Nie wykluczone, że z niewielką pomocą swoich przyjaciół, na złość wrogom, taką imprezę zorganizuje. A miasto powinno pomóc.
Publikacja Gazeta Wyborcza, Co by tu jeszcze...