Lipce były cierpliwe. Jagna gziła się, a właściwie to znajdowała się nie w tym miejscu co należy, a chętnych było wielu. Czyhali na nią za stodołą, u karczmie, na polu, no i wreszcie wywieźli. Na furze z gnojem. Taki klimat. Co myślała sobie Jagna na tej furze? Czy naród chrześcijański tak specjalnie jej dopiekł, że nie była w stanie ukryć rumieńca wstydu? Gdzie go miała kryć, nieboga? O co tak naprawdę poszło?

Chyba o Jasia, i do akcji wkroczyła mamusia niespokojna o kościelną karierę syna. Mama Jasia była zbyt przewrażliwiona i pełna kompleksów. Gdyby ta Jagna była z dworu… Szkoda tej Jagny, ładna, powabna, robotna tylko nie mogła znaleźć odpowiedniego męża. Albo partnera. Antek na złość ojcu poszedł do rodziny Kłębów, Mateusz był żonaty, poszła za starego kmiecia Macieja i tyle jej było zamążpójścia. Opowieść o Lipcach obejmuje kilka lat. Czy książka byłaby równie atrakcyjna gdyby nie temperament seksualny Jagny?

Kraśna była Jagna z pięknotą nieubywającą.

Jagna była piękną kobietą, ale nie to miejsce i nie ten czas.

Jest wiele atrakcji naokoło w tym atrakcje polityczne. Ale nie budzą jak na razie takich emocji jak amory Jagny. Nie tylko Jagny, ale najważniejszych osób we wsi również. Nie mniej jednak na wozie z gnojem miejsca dla nich zabrakło. Śmiało można zaryzykować tezę, że wspólczesne społeczeństwo jest jednak pobłażliwe, w porównaniu do Lipczan. Nie karze stosownie do grzechów. A jeżeli już to wybranych i uchwytnych.

Znany nam, współczesny Mateuszek już nie łapie do flaszki muszek, jak to jego imiennik czynił w wieku XIX, a bawi się stokroć gorzej i niebezpiecznie dla społeczeństwa. Przy pomocy publicznych mediów, za nasze pieniądze wciska nam ciemnotę, że jest dobrze, a było zdecydowanie źle.

W zasadzie ciekawe jest jak na jakim wozie wyląduje ten gość.

Który bank zaryzykuje współpracę z człowiekiem zarażonym relatywizmem w takim stopniu. Mateuszku, powiedz przecie, co zrobiłeś w sprawie węgla polskiego i polskich kopalni. Jaki masz na to pomysł; czy wiesz co to jest karbochemia, a właściwie – była?

Wedle Mateuszka, nic już nie jest nam potrzebne żebyśmy stali się potęgą światową, a Unia Europejska tylko w tym przeszkadza, pomocy udzielając i dzikiej krwi emigrantów dopuszczając. Mateuszku, odpowiedz, jak poradziłeś sobie z węglem sprowadzanym z Rosji. Zapisz, Mateuszku jeszcze jeden problem do rozwiązania: mam na myśli polskie stocznie; może o tym nie wiesz ale pochylnie są puste. Niewidzialna ręka rynku jeszcze po nie nie sięgnęła. Tajna ręka polskiej admiralicji nie sięgnęła po nowe korwety, które bylibyśmy w stanie sami zbudować, ba – moglibyśmy je produkować z metra. Jesteśmy lepsi niż Amerykanie, Chińczycy i Rosjanie – naszych korwet zupełnie nie widać, ani z daleka ani z bliska, pochłaniają bowiem wszelkie dostępne fale elektromagnetyczne. Wiesz, Słoneczko, mam jeszcze jedno zadanie, te jabłka, zajmij się nimi, to ich wreszcie zabraknie, i ceny będą normalne. I czarną porzeczką, malinami. Wężykiem.
Zyskowność samych stoczni nie jest zbyt wielka, ale kooperanci utrzymują tysiące miejsc pracy. Stocznia również. Bez negocjacji warunków uruchomienia, wsparcia branży stoczniowej, bez Unii nie da rady; nic o nas bez nich. Czy naprawdę gra nie jest warta świeczki?


Czy serial oszczerstw w ramach kolejnych kampanii wyborczych zmieni się w serial propagandy sukcesu; niechby rząd skrytykował PO wraz z przyległościami, pokazując pośrednio i bezpośrednio przyczyny porażki z 2015 roku, to taka krytyka, analiza była by działaniem pożytecznym; nie do przyjęcia jest trzask łamanych kręgosłupów dziennikarskich, osób zatrudnionych w mediach, których wszyscy jesteśmy właścicielami.  Kręgosłupy osób związanych z partią rządzącą i osób rządzących są tak elastyczne, że można na nich zawiązać węzełek; węzełek przypomni ci komu to wszystko zawdzięczasz. Węzełki wiązało się kiedyś na chusteczce żeby nie zapomnieć właśnie.  Czy te ofiary walki politycznej z lat 2015 – 2019 wystąpią kiedyś o odszkodowanie za swoje trwałe „inwalidztwo społeczne” – przecież pracy w mediach pod nowych kierownictwem nie dostaną. A może zadziałają związki zawodowe i stowarzyszenia, i wszystko przyschnie. A może jednak tym razem nie.

To nie jest kwestia ewangelicznej zemsty, to kwestia higieny.
Jednakowoż, co myślała sobie Jagna na tej furze?

Wojciech Hawryszuk
październik – listopad 2018