„We wtorek nastąpiło także wręczenie licznych wyróżnień dla osób zasłużonych kulturze. Wśród nich były Złote Krzyże Zasług, które otrzymali Bogusz Salwiński i Jarosław Adamowicz; oraz złote medale Gloria Artis – odebrali je: Czesław Dźwigaj, Edward Kosakowski, Krzysztof Nitsch, Adam Wsiołkowski, Stanisław Rodziński, Jan Pamuła. Nagroda ministra kultury i dziedzictwa narodowego za osiągnięcia edukacyjne otrzymała Teresa Kotkowska-Rzepecka, za osiągnięcia naukowe Marcin Pazera, za całokształt dorobku Piotr Bożyk.” http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31419%2Ckrakowska-asp-zainaugurowala-201-rok-akademicki-wzrosla-liczba-studentow-i

Upominam się niniejszym o sztukę i kulturę. Każde odznaczenie oceniał należy oceniać z szacunkiem. I oto w krakowskiej uczelni nie znalazł się nikt, kto wart byłby najwyższych odznaczeń państwowych, zwłaszcza przy takiej okazji.
Obecnością na inauguracji 201 roku akademickiego nie zaszczycili ani Prezydent RP, ani minister kultury i sztuki.
Może ktoś skierował krakowską ASP do szufladki niepokornych uczelni, i tam zostanie pogrzebana na wieki, bez szans rozwoju, a zasługi artystyczne absolwentów będą drugiego sortu, z definicji?
Co jest panie Prezydencie, co jest panie Wicepremierze? Znowu jakaś małość, odwet na zakazanych mordach starych facetów z kitką; a może informacja agencyjna to jakaś fałszywka?
Taka rocznica zobowiązuje szczególnie władze centralne. Panowie, rządzicie naszą forsą i rządźcie nią dobrze. To nie wasze pieniądze i nie wasze widzi mi się.
Ludzie utalentowani, artyści, kreatorzy to jedna z nielicznych grup społecznych, która zachowując i rozwijając swe talenty, budując indywidualną pozycję międzynarodową, dawała satysfakcję,


Czy nie ma w gronie absolwentów i profesorów krakowskiej ASP nikogo wartego Orderu Orła Białego, Polonia Restituta, a okoliczność 201 roku akademickiego stosowną ze wszech miar okolicznością? Czy tylko politycy, działacze opozycji, sportowcy są warci takich wysokich odznaczeń?
Po co sięgać do porównań, po co sięgać do karkołomnych argumentów; porównajmy pracę, jednych i drugich. Sukcesy Magdaleny Abakanowicz czy Igora Mitoraja miały większe znaczenie, bo sukcesami były i są uniwersalnymi, zrozumiałymi przez miliony odbiorców. I poprzedzone były tytanicznym wysiłkiem.
Praca nie jest niczym szczególnie ważnym dla elit, być może jest wręcz obca, a nawet wręcz nielubiana. Z kombatanckiego podejścia elit do siebie wynika ta negatywna, polityczna renta, którą musimy wciąż płacić. Społeczeństwo kiedyś dorośnie i zapomni o ministrach, premierach i prezydentach pierwszych lat trzydziestych III RP. Ale kto będzie tym śmiałkiem, który wprowadzi etos pracy do słowników i praktyki politycznej XXI i tym samym odrodzi Rzeczpospolitą po raz kolejny. Ten feniks pracy może się odrodzić jedynie z popiołów po spalonych partyjnych legitymacjach. I z zetlałych wspomnień z internowania, kilku ścieżek zdrowia i spod celi.
Jak to możliwe, żeby takiego niezwykłego człowieka, jakim był Jacek Kuroń, zapędzić do gotowania zupy, jaki sens miało to wszystko, jaki szacunek elity przełomu lat 80 i 90-tych okazały prawdziwym ojcom III RP i jaki okazały pracy, jedynej stosownej do okoliczności i obiektywnej wartości wszechczasów; wolnej od relatywizmu politycznego, poprawności i hipokryzji.
A los parzygnata zgotowała JK jako ministrowi Pracy jego własna III RP. I tak dalej… aż do spotkania władz krakowskiej ASP w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Z udziałem wielu gości i bez udziału innych.

Wojciech Hawryszuk
10 listopada 2018