Pewna osoba straciła rok przez panią nauczycielkę z matematyki, która tak uczyła matematyki, że zmuszona była postawić na koniec roku 20 pał 28 uczniom. Jeżeli nie wiecie dlaczego ludzie uciekają z miasta, to również dzięki takim paniom od matematyki. O szkole nie mówi się generalnie źle ale co 20 pał to 20 pał. Z opisu zachowania „pani” wynika, że jest humorzasta, niesprawiedliwa i wredna. Zamiast nauczyć dzieci tego, że matematyka ćwiczy umysł i może być przydatna w polskim jak i geografii, wpaja się uczniom, że matematyka jest trudna.

Rok to prawie żadna strata, ale jednak. Nie wiadomo, co się stało z resztą uczniów z tej nieszczęsnej klasy. Prosto licząc straciliśmy 20 lat.
Po raz kolejny okazuje się, że wychowanie, kształcenie i opieka to są zbyt poważne sprawy żeby poświęcać je wyłącznie nauczycielom. Rada rodziców jest po to żeby załatwiać jakieś drobne pieniądze, ale nie wtrąca się do kompetencji dyrektora i nie zabiera głosu w kwestii kompetencji nauczycieli. To zasłonka, parawan dla szkoły. Szkołami powinni, w trybie indywidualnym i obowiązkowym, interesować się choćby radni miejscy.
Czy jednak jesteśmy uczciwi wobec nauczycieli – zdecydowanie nie. Jeżeli nauczycielka po 30 latach pracy w szkole nie dostaje 2 000 zł emerytury, to nie jest w porządku. A etaty szkolne to też nie są jakieś normalne pieniądze za 200 i więcej godzin pracy na rzecz uczniów. Nie mówmy tu o pensum, a wszystkich godzinach poświęconych uczniom.


Na szczęście biznes szkolny, czyli szkoły prywatne nie mogą zatrudniać nauczycieli na zasadzie samozatrudnienia, konieczne są umowy o pracę.
I do tych wszystkich (w zasadzie i po prawdzie nie wszystkich) nieszczęść dochodzą głupi rodzice, którzy mają za złe nauczycielom, że wymagają np. nauki słówek. I o to, że dziecko na WF-ie się męczy. Albo we wspomnianych szkołach prywatnych pada sakramentalne ” jak placę to wymagam”.
Przykład idzie z góry. Studenci, którzy płacą czesne, też żądają promocji na kolejny rok studiów, niezależnie od wyników. A dziekan lub dziekanka wymaga od wykładowcy „przepuszczenia” na następny rok, bo im się budżet nie domknie. Nie wiem jak ten problem rozwiąże pan Gowin i jego ustawa. Panie ministrze czy wie pan, że zdolni wykładowcy, szczególnie praktycy, nie chcą mieć z taką szkołą wyższą nic wspólnego. I nie dotyczy ich decyzja prywatnej uczelni.
Ludzie poszli do tej szkoły gdzie uczy ta „matematyczka od 20 pał” na koniec roku, bo szkoła miała dobrą reputację. I proponowała dobre zajęcia a w przyszłości dobre techniczne wykształcenie. Proszono o interwencję dyrektora ale ten się wykręcił (dobór naturalny, osoba trenowana do stanowiska), przekonując rodziców, że o takich sprawach decydują nauczyciele.
Oczywiście można podać do wiadomości publicznej nazwisko tej nauczycielki, dyrektora i nazwę szkoły. Zawsze jest jednak jakieś – ale – a prawda o winnych i przycznach takie stanu rzeczy, leży gdzieś pomiędzy różnymi racjami.
Wahadło prawdy wychyla się raz w stronę nauczycieli, raz w stronę rodziców, kiedy indziej w stronę urzędu; jednakże mając świadomość tego, że w szkołach wydawane są nasze, publiczne pieniądze, warto spytać o sensowność ich wydawania.

Wojciech Hawryszuk

Szczecin, 25 października – 3 listopada 2018

PS W ostatniej chwili odnalezione – taki oto kwiatek – to temat do zastanowienie się nad takimi  ludźmi jak –  „Ten cham Kałamaga – „Plecak mojej 11 letniej córki waży!!!!!!!!!!!! 6,7 kg !!!!!!!!!!!!!!!!! BEZ picia, śniadania nie wspomnę o butach na wf i stroju !!!! W d*** mam, że wulgarnie tak jak oni mają w d*** nasze dzieci!!!” – napisał na Facebooku Kałamaga.  Co na to Szczebiotka z MEN?