W stanie wojennym prezes radiokomitetu odpowiadał publicznie, pod wieczór, społeczeństwu na proste pytania. Starał się na wszystkie. Ale, dodajmy, nikt mu tych pytań nie zadawał tak naprawdę. Proste pytania powstawały w zaciszach partyjnych gabinetów, zanotowane podczas tzw. „kamieniołomów” czyli telefonicznych dyżurów urzędników i działaczy partyjnych, gdzie „chłop przemawiał do obrazu, a obraz do niego ani razu”. Ta sztuczka marketingu politycznego dotrwała do naszych czasów. Ja zapytam o tamto, a ty mi odpowiesz siamto. Ja dlaczego nie ma pomnika, a ty – dlaczego moja ciotka, z domu Braszwicka urodzona we Lwowie, nie chodzi do kościoła. Prosta odpowiedź na pytania, których nikt nie zadał, to odpowiedź polityczna.
* * *
Kto odpowiada za to, że od początku nie rozdzielono gimnazjów i podstawówek, kto stworzył dodatkowe, dyrektorskie, wicedyrektorskie miejsca pracy i doprowadził do konfliktów na samym początku? A ty mi odpowiadasz, że bardzo duże wydajemy na szkolenie nauczycieli i każdy statystycznie szkoli się 4 razy w roku. Aż się zmęczy. A tak w ogóle to są problemy z młodzieżą trudną. Szukacie przyczyn, znajdźcie korzyści. Znajdźcie motyw. Dlaczego tak się stało ze szkołami? Może potrzebne były głosy w wyborach, a może kilkanaście etatów dla kolegów.Kto, wracając na chwilę do szkół, uważa, że wszystko jest w porządku, a krytyka szczecińskiej jakości nauczania to histeria? W tym miejscu, zawsze pod ręką mam przykład sprzątaczki, która odmawia sprzątania bo jest brudno. Za każdą z takich postaw i konkretnych decyzji stoją zauważalne, drobne interesy, lenistwo, albo zboczenie umysłu: zawiść, niewinna niemalże niezauważalna niechęć, wrodzone i nabyte wodosodogłowie. Lub poczucie bezkarności. Są motywy indywidualne lub zbiorowe. Prywatne albo partyjne. Procesy gnilne przebiegają w cieple i ciepło dodatkowe wytwarzają. Dlatego ciepła atmosfera porozumienia bywa dwuznaczna. Można równie dobrze spytać o śmieci. Jakiekolwiek zapytanie o śmieci to też wypowiedź polityczna. Ale dlaczego, na litość boską, ten kosz czy brudny papier są polityczne! A widać, że są. Przecież nawet nie pytamy komu ten kawałek „śmieciowego” tortu będzie oddany i na czyją kampanię, do którego parlamentu pójdą łapówki. Od sześciu lat problem śmieci w mieście Szczecin nie jest rozwiązany. Już słyszę już odpowiedź – ja ci powiem jak to było. A co mi z tego, że będę wiedział jak to było. Zresztą i tak mi wszystkiego nie powie. Teraz mamy na głowie wszystko - wodę, śmieci i oświatę. I wszystko w tym samym czasie. Ktoś się nie chciał narazić, ktoś czegoś nie zauważył. Ktoś był leniwy. Szukacie przyczyn, znajdźcie korzyści.
* * *
Kto powie, że w tych ciężkich czasach: czeka nas krew, pot i łzy ten wygra na scenie politycznej prędzej czy później. Musimy przecież ciężko pracować, bo jesteśmy na dorobku. Ale takiego odważnego jeszcze nie ma. Na ulicy nikt cię spyta: czy ma pan dla mnie pracę, chętnie coś zrobię. Posprzątam piwnicę. Zmyję okna. Choćby. Nikt nie przyjdzie do ciebie do domu i nie spyta – może umyć okna, za parę groszy. Ale nie można tego obyczaju, wygodnictwa, cwaniactwa nikomu wytknąć, bo to brak poprawności politycznej. Możemy kogoś urazić. Skacze ta poprawność nam do gardła co jakiś czas. Skacze głównie do politycznych gardeł.
Jak za bardzo skacze to stosuje się w takim przypadku proste rozwiązania: za każdym razem przyznać „pyskatym” rację i coś obiecać. Najbardziej „pyskatym” coś tam dać nawet. Unikać deklaracji i racjonalizmu nawet w najlżejszej postaci. Unikać takoż argumentu o społecznej potrzebie i interesie ogółu. To fragment tajnego „Krótkiego podręcznika o zniechęcaniu”.
Nie ma dialogu, nie ma porozumienia pomiędzy obywatelami a miejską władzą. Nie ma otwartości. I rodzą się w takich warunkach postawy wyłącznie roszczeniowe. Z drugiej strony Obrona Częstochowy. Do ostatniego „urzędniczego” guzika. Każdy twierdzi, że reprezentuje społeczeństwo lub społeczność.Biedne dzieci, w biednej szkole utrzymują wielkie koncerny spożywcze kupując w szkolnych kioskach wszelkie nowinki z telewizyjnych reklam. Rodzice nie chcą dać 5 złotych na książkę, wycieczkę czy teatr. Bo to szkoła powinna dać.
Szkoła jak będzie miała to da. Pytają ludzie dlaczego nie ma hali widowiskowej w mieście? Bo nikt jej nie chciał zbudować. Ani poprzednie rady, ani poprzedni prezydenci.Pytają dlaczego nie ma pomnika Ofiar Grudnia? Bo nikt go nie chciał zbudować. Ani poprzednie rady, ani poprzedni prezydenci.
Bo trzeba chcieć. Tylko.
* * *
Część socjety szczecińskiej o odwołaniu Mariana Jurczyka z funkcji prezydenta mówiła i mówi jako o nieudanym zamachu na prawowitą władzę. W tych stwierdzeniach jest zawarta, nawet ukryta wieczna prawda elit o nieomylności władzy. Taki, proszę taty, to czysty, cyniczny serwilizm. A nieomylność władzy da się umotywować przeważnie dobrem kraju i chorych dzieci z terenów postindustrialnych i zaniedbanych dzielnic Szczecina. Zawsze można o tym powiedzieć. To nic nie kosztuje a robi dobre wrażenie. Elity mówią, że władza jest nieomylna bo są z nią zwyczajnie związane. Gorzej, że również tak właśnie myślą.Dowcipy o Jurczyku można opowiadać, pogardzać, dystansować się - a jakże. Szczecińskie kanapy słyszały niejedno. Te co gościły Jurczyka w szczególności. I może nawet w tej chwili ktoś, miedzy jednym a drugim dowcipem, mówi coś takiego: jaki to jest prosty ten człowiek z altany, a jednak postać historyczna. Trzeba mu jakoś pomóc. Gdy jednak Jurczyk - Prezydent wezwie do udziału w jakiejś radzie lub zaproponuje odpowiedź na pytanie: Jak miał na imię Jan Kochanowski za drobne 6 000 złotych, dowcipkująca socjeta poważnieje i natychmiast stara się sprostać wyzwaniu. Bo Prezydentowi się nie odmawia. W przygotowaniu jest jeszcze kilka ekspertyz m.in. takie jak: Ile końców ma kij? Czym się różni wróbelek? Komu bije dzwon? Socjeta lubi się ocierać o futro barbarzyńcy, podobnie jak damy czasem ulegają osobie w białych skarpetkach, zaczesanej w płetwę. Chciałbym tu przypomnieć słynne zdanie sprzed 50 lat – też intelektualisty, członka przebywającego wśród elit, a jakże - o obcinaniu rąk na władzę podniesionych. Ciężar gatunkowy obu przypadków zupełnie inny ale chyba matecznik ten sam.
* * *
Mieszkańcy na zebraniach osiedlowych zgłaszają, zgłaszali i będą zgłaszać tysiące spraw, które należy załatwić, bo utrudniają im życie. Czasem te niby drobne miejskie zaniedbania są niebezpieczne dla życia i zdrowia – i porządku publicznego. Biedni, pełni strachu o dzień jutrzejszy, ludzie przychodzą na spotkania z Prezydentem, oczekując że może Magistrat coś powie o tym jak zlikwidować sterty śmieci na szczecińskich osiedlach i dlaczego po 40 latach zabierają ogródek emerytce. I tu, pompowany informacjami z sufitu albo ze słonecznego wiatru, jak były gensek tlenem (mowa o tym, że pompowany a nie, że mówi jak gensek), Prezydent bezkrytycznie, bez zmrużenia oka prezentuje program inwestycyjny – jeden, drugi, trzeci, czwarty i oświadcza: a na budowie w Dąbiu dostanie pracę 40 000 ludzi, i trzeba mu wierzyć, ponieważ świadczy o tym jego szlak bojowy. I jeszcze tradycyjna mantra, czyli publiczna połajanka pod adresem któregoś miejskiego urzędnika i jedziemy do domu. Akcja referendalna w dzielnicy została zakończona. Jak się okazało skutecznie.Opinia publiczna mówi: dajcie spokój temu biednemu Jurczykowi, starszemu człowiekowi, wy złodzieje jedne... Po pierwsze i po drugie, to nie biednemu i z pewnością nie głupiemu, tylko cwańszemu niż to wynika z przepisów samorządowych.Tak proszę państwa dalej być nie może, zwykle kończy kolejną zdrowaśką Pan Prezydent.
Pewnie, że nie. I tłum zgromadzony na tych zebraniach kamienieje nagle i na chwilę. Wybucha aplauz następnie. Bo jak się nie zgodzić z taką tezą Prezydenta, że tak dalej być nie może... A kto jest prezydentem tego miasta - zapytał kiedyś Prezydenta na zebraniu niezorientowany przybysz z Indii Holenderskich lub Ikszkile wywołując zgorszenie obecnych. No ale..... ci Indianie holenderscy to tak zawsze. żarty na bok; a kto tak właściwie jest tym prezydentem miasta Szczecin? Przyleciały trzy rajskie ptaki. A był to chmmmiel, żaba i motyl. Chcę opinii publicznej, co tak z wielką łatwością przydziela złodziejskie łatki politykom, powiedzieć jeszcze jedno - Szczecin z pewnością szanuje tego starszego człowieka i innych starszych ludzi. Ale Szczecin już nie wierzy łzom.
Prezydent, wytwór chłodnych kalkulacji politycznych, a rządzący przecież Radą Miasta i miastem z pełną premedytacją i desperacją za pomocą głosów SLD (a może nawet samym SLD), bo przecież prezydencki NRS to tylko 4 osoby (może tylko 3), Prezydent który jak zechce to może odwołać za karę wiceprzewodniczącego rady, posługując się argumentacją ancien regime i powołać Swojego, kreujący się w oczach opinii publicznych jako skrzywdzony przez polityczne życie zwykły magazynier i bojownik, opowiada ludziom, że ma inwestora czy inwestorów na miliard dolarów i że zbuduje dwa akwaparki duże i jeden nieco mniejszy. Od kiedy to w Polsce taki złoty interes te aquaparki?Jesteśmy dorośli. Po co to całe kombatanctwo, ten wieczny, publiczny lament? Od jakich obowiązków zwalnia Prezydenta związkowa przeszłość, nawet najbardziej wspaniała i świetlana?
Przecież to już było i nie wróci więcej. Od czego ma zwalniać związkowy szlak bojowy: od myślenia, działania, nabywania umiejętności, podejmowania właściwych decyzji personalnych? Nikomu nie przeszkadza, że pan Marian Jurczyk ma 70 lat. Prezydent może mieć i 80, i 30; wiek nie jest kryterium oceny i to że ktoś był magazynierem. Z pewnością to nie są to żadne powody by człowiekiem pogardzać i go wyśmiewać. I nigdy tego nie robiłem i nie zrobię. Można jednak domniemywać, że Prezydent magazyniera na swego zastępcę by nie wziął. Bo przecież do tej pory nie wziął. Kolegi z pracy lub ze związku. A zresztą, może już pojutrze pojawi się 5 wiceprezydent? Jeżeli natomiast pan Jurczyk wszedł do gry, sam lub przez kogoś namówiony, to niech gra. I to żaden wstyd z Nim przegrać. To niezły zawodnik. Tylko że grajmy na tych samych planszach. W te same gry, wg tych samych zasad. I proszę nie przewracać stolika i nie gasić światła jak nie podejdzie karta. Proszę też nie wstawać nagle od gry i zmuszać partnerów żeby grali dalej z „dziadkiem”.
Jak to jest z tym miliardem dolarów? I z tymi aquaparkami...
żeby wmówić Cesarzowi, że szaty jednak istnieją, ale są tak zwiewne i delikatne że ich nie czuć na ciele i nie widać, potrzebny jest Dwór. żeby wmówić Prezydentowi, że inwestycje tylko pozornie są niewidoczne, ale są tuż, tuż; i właściwie są rzeczywistością; otóż, żeby stworzyć tak silne, rzeczywiste wrażenie, i utkać te inwestycyjne szaty z marzeń, sennych projekcji i czystego gadania, canneńskich bulwarów, afrykańskich zachodów słońca i obciętego ucha barcelońskiego byka, potrzebni są zaufani ludzie - Marszałek Dworu, zręczny Kanclerz, dyskretny Wielki Szatny, Szambelan i Podskarbi, który lekko już zgarbiony kłania się nisko, strzela palcami i inwestycje są załatwione na wczoraj. I potrzebna jest także oficjalna opozycja – Her Majesty (Magistrat) Opposition, co to skrytykuje bezboleśnie nie przerywając snu i zadowoli się każdą interesującą propozycją. I przyjmie ją ze stosowną godnością. Mile jest widziana ta opozycja i jakże Dworowi potrzebna. Na którą zawsze – ma się rozumieć opozycję – można zawsze liczyć. Her Majesty (Magistrat) Opposition przyglądając się cesarskim szatom otwarcie skrytykuje nie tyle może nawet ich brak, co staroświecki krój i źle dobraną podszewkę do surduta. Szkoda, że nie ma w tym gronie prawdziwego Błazna, który mógłby ostudzić rozpędzoną wyobraźnię Dworu. Ale żeby był Błazen, musi być Władca.
A tu ci , panie szanowny, takie oto się widoki na co dzień ogląda... Wysoki Magistrat staje co chwila, co i rusz w tych inwestycyjnych szatach, tych króliczych gronostajach na mównicy, a jest właściwie ubrany tylko w luźne bokserki w rdzennie polskie niezapominajki posrebrzane żytem i nierdzenne kaczory Donaldy (wyłącznie na sesjach nadzwyczajnych). Atmosfera przeważnie jest ciepła i pokojowa, drzwi i okna pozamykane żeby nie było przeciągów, bo Majestat (Magistrat) mógłby się wreszcie zorientować, że jest zwykłym leszczem i poczuć że jest tylko w gaciach. I mógłby do końca nie zrozumieć sytuacji. Oczywista, nikt tych szat cesarskich nie widzi, ale Dwór kadzi i uspakaja, poszukuje kolejnych wrogów i kolejnych kandydatów na wiceprezydentów i dyrektorów. Inwestycji nie ma. Bo tu nie chodzi o to żeby złowić króliczka, tylko żeby go gonić. Na to wygląda...Dzieci stojące po raz kolejny w tłumie obserwatorów w pobliżu mównicy zdążyły polubić tego starszego pana, który tak śmiesznie rusza wąsami, co chwila poprawia nieistniejący krawat i jest prawie na golasa. Dzieci smucą się kiedy ten pan płacze, ale nawet dzieci – niestety - nie mówią nic – pouczone dodatkowo przez dziadków i rodziców. A rodzice zazwyczaj też nigdy nic nie mówią. Bo i dziadkowie też nie mówili. Ale też lubią tego starszego - jak oni - pana, i są święcie przekonani że ich nigdy nie da skrzywdzić. Skąd to przekonanie, Bóg raczy wiedzieć... Za naukę w tej cesarskiej szkole biznesu przyjdzie nam kiedyś zapłacić wstecznie wysokie czesne i nie wiadomo tylko czy się czegoś w niej nauczymy.
* * *
Może szkoda człowieka... Zresztą czy ja wiem. Mnie już nie szkoda. Mnie jest szkoda miasta. Widzę jak nasz szczeciński wodolot mijają ślimaki, żółwie i leniwce; gnają na złamanie karku. (wiem, że ślimaki nie mają karku, to tylko przenośnia). A my podróżujemy tak jak byśmy brali udział w jesiennym rajdzie o „kropelkę”. Jak mleko wreszcie wykipi i trzeba będzie szorować kuchenkę, to nasz Magistrat powie, Panie Szanowany, że to zrobili Pan M. z Panem P. co jest kolegą Pana U., skąd mogłem wiedzieć, Panie Szanowny, proszę Państwa, przecież ja nie miałem żadnych rysunków, a rzeźby nie widziałem, i że ja wyszedłem się uczesać, a co gorsza ten pan A co miał przyjść nie przyszedł, tylko wyszedł. Toaleta była zamknięta. żona kazała się ciepło ubierać. A bramki są dwie. I kolejne 10 lub 20 baniek wyfrunie jak gołębica doktora Sztrosmajera. Król Midas ma ośle uszy, szumią trzciny na wyspie Puckiej...ma ośle uszy...ośle uszy... Szum trzcin na wyspie Puckiej utulił, uspokoił, ukołysał... Dziadziuś smakowicie pochrapuje, poświstuje, mruczy, mlaska, a jak się zbudzi to nam znowu coś opowie. Może da cukierka albo koniaczek. Czym chata bogata... I pogłaszcze nas po głowie.
O ile mu wreszcie nie uciekniemy.
Opublikowano w Gazecie Wyborczej, listopad 2004