Wojciech Lizak, według wielu "szczecinożerca", autor określenia mieszkańców Szczecina jako "potomków niepiśmiennych chłopów", na dłoni położył swoje wielkopolskie serce i zafundował - nie tylko On, ale i społeczność kamienicy przy Wojciecha 1, Galeria "Trystero", wszyscy oni zafundowali mieszkańcom podróż historyczną i emocjonalną. Wsparcia udzielili Marszałek Województwa i Prezydent Miasta. I wielu innych ludzi i instytucji.
Wszyscy Oni, Organizatorzy i Sponsorzy imprezy, proklamowali powstanie Kompanii świąt Obywatelskich. Nie wiadomo, czy tak myślą o kolejnych imprezach, ale w rozmowach takie projekty, w tle tych rozmów takie pomysły się plątały.
Reprodukcje dokumentów z pierwszych pionierskich lat.
Grupa historyczna - szczeciński Gród Trzygłowa.
Takie elementy składamy się na widowisko o pierwszych dniach w Szczecinie po wyzwoleniu.
Wojtek Lizak, historyk, swego czasu polityk, ale w dalszym ciągu polityki obserwator, organizator telewizji "Morze" i Radia AS - pierwszych niepublicznych a może raczej - niepaństwowych - mediów w Szczecinie, wreszcie i aktualnie antykwariusz, organizator ogólnopolskich aukcji, szperacz w ogrodzie rzeczy dawnych, ale nie zapomnianych, zdecydował się na publiczne spotkanie ze szczecińską rzeczywistością.
Dokumenty. Obwieszczenia, ulotki, apele patriotyczne i propaństwowe, drobiazgi, akcydensy, które żyły kilka dni lub kilka tygodni. masowo drukowane, i masowo wyrzucane, zabierane "na gwóźdź" do klozetek i wygódek, do sklepów - może, choć to wtórne wykorzystanie, mogłoby się okazać groźne, a odpowiednio zinterpretowane, bardzo groźne. I takie nieważne rzeczy, gdzieś pracowicie archiwizowane, a następnie przez kolejne pokolenie wyrzucane,przez dzieci, sąsiadów, chętnych do objęcia piwnicy po nieboszczyku.
Oryginały pokazano w Galerii "Trystero".
Teresa Bojułko, Córka batalionu, matka Pułku, Ciotka Brygady, babcia dywizji. Duch i rzeczywistość imprezy. Teściowa Korpusu, stryjenka i wujenka kompanii szturmowej, siostra flotylli, Ona to wszystko tymi drobnymi ręcami i umysłem zrobiła i ogarnęła. Chwilowo bez stopnia, nawet wodnego na rzeczce Chełszczącej.
Gastronomia wojenna. Smalec, chleb prawdziwy, charakterystyczny ogór, szperka, trochę współczesna bo paprykowana, zabrakło "swinnej tuszonki", prawdziwy bimber był , a jakże; co prawda świadczony z butelek, a nie z blaszanej bańki czy kanistra, sok z ogórków niwelował braki smakowe wspomnianej potrawy.
Kompania świąt Obywatelskich - jakich?
- Zaduszki Pionierów, na Cmentarzu Centralnym.- Kwatera Pionierów
- Herbatka u Carycy Kasi.- Klub XIII Muz
- Urodziny Leonarda Borkowicza - Urząd Wojewódzki
- Noc śledziołapów - ruiny fabryki GRYF
Ksiądz musiał być i był. Przemek Cerebież Tarabicki. Chętnie mówił o spowiedzi, ale rozgrzeszać nie zamierzał.
Maria Łopuch ze zdobytego świeżo balkonu prowadziła przez szczecińskie gruzy i zagrożenia wojenne Aktorów i Widzów przedsięwzięcia.
Kurier rozprowadzał reprint swojego pierwszego wydania.
Prawdziwy i co najważniejsze smaczny chleb z autentycznej, pierwszej w mieście, wojennej piekarni pana Dębowskiego, działa o tej pory przy ul. Długosza.
Przesłanie tego spotkania było proste i oczywiste. Ogłosił je Wojciech Lizak. Pamiętamy o historii niemieckiej miasta, zapominamy o pionierach. O ludziach odważnych, pełnych inicjatywy, którzy chcieli tu zamieszkać. Pamiętam, warto wspomnieć pana Stanisława Laguna i Jego walkę o pamięć w roku 1980. Wiele osób zupełnie nie rozumiało o co Mu wtedy chodziło. Było to 30 lat temu, a My nie przywiązujemy do tego stosownej wagi.
Bez ironii stwierdzić należy, że ów niby-"szczecinożerca", dał się uwieść temu miastu. Budzi Ono Jego ciekawość. I pewnie miał wielką satysfakcję widząc tych wszystkich ludzi. Od lat prowadzimy spory publiczne i prywatne, i nie różnimy się co do diagnozy "na dziś", ale raczej do tego co dalej. I oto taka obywatelska postawa człowieka, który daje, udostępnia, swoje niezwykłe archiwalne, oryginalne zbiory, pieczołowicie gromadzone przez lata.
Oto i On, z Wnusią, która jest oczywiście do Dziadka Wojtka podobna jak dwie krople wody.
Oto i nadzieja miasta - Janeczka. Z prawdziwym chlebem.
Oto niezwykła scena. Na "swoje" wracają Niemcy. W mieszkaniu są już repatrianci z Kresów. Scena jakich wiele. Było ich setki. W tym harmidrze, w tych improwizacjach, zostały przekazane niezwykłe emocje. Były na tyle silne, że chciałem zabrać Jankę, żeby nie uległa atmosferze tej "małej tragedii". Ale Ona chciała oglądać jak się to skończy. Później, w konflikt dwóch rodzin, wkroczyła polska administracja w osobie zimnego urzędnika. I to już nie była sytuacja zrozumiała dla dziecka.
Ważnym elementem tego widowiska była muzyczna opowieść o tamtych czasach. "Kalinka", "Katiusza" (chodzi o dziewczynę, Kasię, a nie o baterie rakiet), hymn Związku radzieckiego, "Naprzód młodzieży świata", "Podmoskownyje wieczera", anegdoty o rosyjskiej władzy w Szczecinie, "Pałacyk Michla", "Marsz Mokotowa", "Dziś do ciebie przyjść nie mogę", "Oka", "Czerwone maki na Monte Cassino". Czasem zabrzmiało to groźnie...Warto o tym pamiętać, że to było groźne.
Kompania świąt Obywatelskich - jakich?
- Jan śpiewający - wspomnienie o Janie Szyrockim - 24 czerwca
- Walka o stocznię
- Poszukajmy Loitzów
- Herbatka w apartamencie Gorbaczowa
- Powitanie Braci Wright
Pewnie taki widok można było zobaczyć na szczecińskich powojennych ulicach. Zakonnica ze zdobytym chlebem czyta ogłoszenie.
Kompania świąt Obywatelskich - jakich?
- Działania na rzecz utworzenia Muzeum Cesarskiego Miasta Szczecin.
Karol, najmłodszy Lizak-Junior. Matka Jadwiga nie mogła przeboleć wyglądu dziecka. A wyglądał w pasiastej koszulce jak prawdziwy, frontowy żołnierz po walce.