Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa
Krogulec, którego uratowała Ewa; foto Ewa

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Zamknąłem sprawę. Jestem widzem od czasu do czasu. Nawet oglądając od czasu do czasu, jak patrzę na filmy przychodzące z krajów "filmowych" to naprawdę patrzę na moich kolegów z takim pewnym współczuciem, że musi minę jakąś zrobić teraz, odpowiednią do dramaturgii. Jestem bezlitosny dla siebie przez nich.
Marek Kondrat o porzuceniu zawodu świadomym Niedziela z... Rozmowa Wojciecha Manna 2010 Telewizja Polska S.A., Narodowy Instytut Audiowizualny

Takie właśnie mam skojarzenia z tegorocznymi targami ITB. Przedreptałem wszystkie hale. Uchachałem się jak rzadko. Ale to była ciekawa podróż. Tak właśnie, bez pogoni za folderami, w tym roku tylko ok. 8 kilogramów. Opowiem co zabrałem i dlaczego. jak się widziało jedne targi ITB, to widziało się praktycznie wszystkie. Forma mniej więcej taka sama, ale ekspozycje różniły się detalami. Budowały komunikaty marketingowe. Postaram się je odcyfrować. 

Ciekawe dla mnie były kolory. czasem spokojne, czasem awanturnicze, czasem nijakie, obojętne, zimne. Bywały komunikatem marketingowym. Jeżeli kwiaty tylko praktycznie tylko Azja. Bo pojedynczych wazoników nie liczę. Ale Oni - wykombinowali to wspaniale.

Tailandia.

Ćwiczenia praktyczne były ćwiczone na różnych stanowiskach. ta młoda dama wygląda szczególnie wdzięcznie. Trochę na uboczu.

I nasz skromny Julian, niezauważony, niemalże przycisk do papieru na stanowisku łódzkim.

Brodacze, wąsacze; nie wiem skąd...

... i tajemnica się odkryła.  Poprosiłem, odwrócił się i już wiem.

I takie cacko.

Austria zaprasza do gry.

Austriacy w swoich sukiennych mundurkach. Co byłoby takim uniformem turystycznym u nas? Czy można myśleć bez tradycji o umundurowaniu polskich kelnerów i przewodników?  Czy nie można pomyśleć o czymś uniwersalnym, to nie wygląda przecież źle.

Ładne kwiatki.

Gra lubuska kapela.

Hasło "I feel Slovenia". Jedno z najlepszych stoisk targowych.

Co to ma wszystko znaczyć? Czy oglądając świeżą, wiosenną zieleń i wnętrze super sauny można się przekonać do tego kraju?

Słowenia wychodzi na szlak     

 

i z tej strony, skały, wąwozy;

Zagadkowe  przestrzenie.  Alpy Julijskie, ważny detal i wyjaśnienie sytuacji. 

Co tu robi tutaj Jan Gutenberg?

Mała drukarnia. Prasa, kaszta i pan drukarz.

Wałek z farbą. Można było samodzielnie wydrukować grafikę z widokiem Lubljany. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać od wyprasowania

 

Detal historyczny i przestrzeń.

Słoweńskim Gutenbergiem był Primoż Trubar (1508 - 1586). Zajrzyjcie - www.manufaktura.org

Poważne stanowisko z Turyngii. Niemcy poważnie. Z wyjątkiem tych berlińskich "brodaczy".

Chwila odpoczynku. Ale jak zauważyłem, nikt się tym kwiatom nie przyglądał. 

 Ciekawe co ludzie robią z dziesiątkami kilogramów praktycznie takich samych folderów. Przewodnicy i piloci zbierali przeważnie mapy i przewodniki. Ale "cywile"? Co robią z tym wszystkim "cywile"? Duże torby mogą się przydać na plaży.

 Skoro Azja, to Indonezja. mało folderów, duże wrażenie.

Trochę to wszystko przypadkowe, ale zatrzymuje podróżnika targowego. Prowokuje do robienia zdjęć, choćby.

Jest i Pan Waran Niegroźny.

Zbliżone do oryginału.

Tak się zaczyna krótka opowieść o stoisku szwajcarskim.

Na to trafiasz, i starasz się dowiedzieć co to takiego i po co? A to zabawki. Ale nie dawali centusie.

Drewno, szarość, szwajcarski krzyż jak na scyzorykach. Przytulane siedziska, jak w schronisku. 

Szarość jak koce dawnych turystów. Mam taki szorstki z kampanii 1939 roku. Z nicianymi guzikami na podpinki, w dosłownym tego słowa znaczeniu. 

Tak eleganckie, że onieśmielało.

Ekrany plazmowe doskonale wpasowane w drewniane ściany. 

Tylko tyle zostało ze szwajcarskiej owcy. Co ją strzygli, doili i jeszcze nie wiem co.

Zaraz niedaleko stał sobie niedźwiedź czworga alpejskich narodów.

Elegancka i kolorowa Saksonia. 

Wracamy do storczyków.  Zastanawiając się nad tym co się dziele w domach zbieraczy folderów, dochodzę do wniosku, mogę sobie wyobrazić, spotkania przy kawie, wspólne ze znajomymi podróże. Targi to takie turystyczne zoo, widzimy egzotyczne ubiory, nawet są smaki i zapachy egzotycznych kuchni. 

 Był i koncert wiolonczelowy akademików z konserwatorium w Zwikau. To w pawilonie niemieckim.

Nie jest istotne ile kosztują globusy firmy "Columbus", .....

wyraźnie ożywiły ten kawałek podłogi...

... ten opowiadał o wielu ziemskich detalach, nawet o podmorskich łańcuchach górskich. ładny, pożyteczny przedmiot.

Ceramika "bolesławiecka", stempelkowa, ale z Niemiec. W końcu Bolesławiec to też kontynuacja niemieckiej kultury ręcznego zdobnictwa. Jedna z nielicznych fabryk, która rozwinęła i ugruntowała w Polsce zainteresowanie tymi zdobieniami. Piękny stary piec jest w Bolesławcu w dawnej spółdzielni ceramicznej.  

Do tej postaci starego Chińczyka wrócimy na końcu opowieści...

W sytuacji zmęczonego wlokącego się noga za nogą podróznika targowego, wpadającego na zagapiających się innych podróżników z zadartymi głowami, potrącanego przez plakaty, torby, walizki na kółkach, w sytuacji stresowej co tu kryć, każdy usmiech był ważny. I sporo było tych uśmiechów, spuszczających nadęte powietrze awantury, łagodzących warknięcia.

Chiny ciekawe, jak widać klimatyczne, nie pozbawione mocarstwowego marketingowego stempla. Który nieźle się komponował. Nie przeczę.

Stanowisko - wydmuszka. W środku nic nie było. Ale było takie chińskie podwórko.

Był takoż stół z porfirowym, chińskim blatem, ustawiony w chińskiej altanie. A do kamiennych blatów mam słabość ostatnio.

Makromaskotek, hrabin, dam dworu, kaprów, był Luter, fok, ptaszysk było wiele.Niektóre sprzedawane na zasadzie zakopiańskiego "misia", z fotografem, a inne tylko reklamowe. .

Włosi przestrzenni i markowi. Dla lepszego klienta, niby. Ta przestrzeń robiła wrażenie.

Po drodze Sorrento. Piszę o szczecińskiej "Cafe Sorrento", to tego akcentu zabraknąć nie mogło. Jakże by.

Najpierw był zapach, później to dobrodziejstwo. Wrażenie i dzikie zapachy wędlin i serów. Oj, dzikie dzikie.

Nie dla każdego te siedziska, pewnie dla zawodowców, wszelkim cywilom turystycznym wstęp wzbroniony. Były sugestywne łańcuchy.

 I jakże wonne pożegnanie.

Mistrz Szczeciński Maciej Turystyczny, na stoisku u rodaków.

Polacy też niczego sobie. Oto prowokacja Opery Krakowskiej. Dekoracje do jakiegoś ptasiego przedstawienia.

Nie trzeba było dwa razy powtarzać.

Tu - szacunek dla przyrody.

I ładne ptaszysko gotowe (godowe).

Taki trochę większy przycisk do papieru, jedyny szopenowski akcent na tych targach. Skandal to za mało powiedziane.

I polska rzecz niezwykle poczciwa na tych targach. Co to takiego, co przedstawia ta makieta?

Kanał Elbląski. Wyciąg dla statków i kajaków.

Bardzo ciekawe, bo wszystko się ruszało, była mała woda, i małe modele statków.. Trochę ukryte, a to przecież jeden z najważniejszych polskich cudów turystycznych, ważny detal. Po drodze do tej ciekawostki kultury materialnej, można zwiedzić kawał Polski. Schowane w kącie.

Polskie stoiska standardowe, ale ludzie mili. Brak jednolitego marketingowego, polskiego przekazu.

Inny model. Lotnisko we Frankfurcie. Dla porównania w czasie i w przestrzeni.

Nie wiem dlaczego tak się dziele, że nikt się nad tym nie zastanawia.

Lemur bardzo ładne zwierzę, ale w wielkie hali, w intensywnym świetle, na bambusowym  słupie, w towarzystwie zabudowy octanorma i ponurego dachu, nie pasował. Szkoda lemura.

Próba negocjacji w kwestii "załapania się na lemura" spełzla na niczym.

Wielu "białych" na afrykańskich stanowiskach. Ale chwilowo nie ma.

Madagaskar żegna mnie machając pasiastym ogonem.

I ten patent bardzo mi się podobał, takie jatki, albo sieć handlowych kantorów; pewnie przywieziona z arabskich bazarów, ale klarowna sytuacja. Dobry pomysł, ale to co nad tym kantorami, było strasznie ciężkie. Pomysłu starczyło zaledwie do pierwszego piętra.

Mistrz w pozie klasycznej zastygły.

Taiwan przeciętny i nijaki. Może tak wyglądać powinny prawdziwe chińskie sklepy, ale dla mnie było to zupełnie niezrozumiałe. Być może to coś jednak znaczy.

Zaraz się zacznie.  Będzie reszta.

Namiot, ryż mydło i powidło, tak to pewnie wygląda na bazarach, maski z Oceanii, naczynia z Indii, poszuszki z Pasewalku udające namioty wezyra. I ludzi co niemiara. Czemu nie? Firma, zapisując w zeszycie ołówkiem, sprzedawała wycieczki do wszystkich krejów świata, a szczególnie zaś na daleki Pacyfik. Luzik.

Malediwy, dom na palach.

Stoisko w formie łodzi. Jak oni to wszystko przywlekli do Europy. Być może to stoisko, porównywalne powierzchniwo z polskim, a Malediwy mają tylko piasek, rafę, palmy i tajfuny, jest pokazywane na innych targach w Europie.

Ulica gdzieś w Azji, ładny klimat.

Drewniany detal.

Turyngia, bardzo oficjalnie.

Przewodniczka ma na głowie koronę urządzona w formie jakiegoś zamku. Kogo przedstawia ta rzeźba, biała, szlachetna porcelana; pokazana a nie wykluczone, że zamówiona, z okazji okrągłej rocznicy odkrycia tajemnicy wypalania porcelany w Europie. A było to w Miśni, za czasów saskich.

A zaczął to alchemik Johann Friedrich Böttger, poszukując kamienia filozoficznego i złota.

300 lat tradycji. Nieszczęście Kosmopolity więzionego w wieży saksońskiego zamku. Powodzenie Sasów, które dało im to białe złoto.

Tym akcentem chcę zakończyć swą opowieść o targach. Tym detalem, szacunkiem europejskiej sztuki dla starszych braci z Chin. Być może to Chińczycy tę rzeźbę starego garncarza podarowali równie zdolnym jak oni Europejczykom. Nie wiem jak to było.

Kontakt


tel.(+48) 501 693 300,
(+48) 91 823 94 04

Odwiedzający

Dzisiaj 2

Od 1.IX.2006 864739