Krótka historia niemożności. Projekty i zobowiązania. Przytomność nieskrępowanego umysłu. I nieprzytomność - skrępowanego. A może nieprzytomność nieskrępowanego. Dość na tym. Ale miejsca na teatr Pleciuga nie ma. I to nie z winy inwestora. A może chodzio o to właśnie, żebu nie zbudować nowego teatru, a dać zarobić właścicielom innych budynków? Kultura - ? - jak słyszę słowo kultura, to odbezpieczam rewolwer, mawiał znawca mediów dr Joseph Goebbels.
2007
Co by nie mówić o wszelkich władzach, to zdecydowanie nie przesadzają z inwestycjami związanymi z kulturą. Można też z pełną, a może nawet pełniejszą odpowiedzialnością powiedzieć, że podmiotom gospodarczym też nie po drodze z kulturą. Coś tam mówią, coś obiecują, coś deklarują, a później jest tak jak zawsze.
Pomysł, żeby miasto wchodziło w gospodarczą komitywę z podmiotem prywatnym, i w to w inwestycję czysto komercyjną, wielu uważało za chybiony pomysł. Ale weszło i nie ma co z gęby robić cholewy i wystawiać partnera do wiatru.
Dwa lata temu, grupa ludzi inwestujących w bilboardy, zarzuciła miastu - tj radnym, że gmina działa na ich niekorzyść. W planie zagospodarowania terenu przy nowym cmentarzu nie przewidziano, czy wręcz zakazano lokowania wielkich powierzchni reklamowych. Wtedy to, na sesji Pani z Branży wygłosiła taki tekst, że ilość reklam świadczy o cywilizacji. A czyjej cywilizacji, jeśli można spytać?
Stanisław Lem sformułował podobną tezę o śmieciach w kosmosie. że ich ilość też niby świadczy o stopniu rozwoju danej cywilizacji. Ale dotyczyło to podróży międzygwiezdnych Ijona Tichego.
Kiedy miasto walczy o swoje, o potrzeby swoich mieszkańców, podnosi się krzyk, że jesteśmy zapyziali, prowincjonalni, bo nie chcemy rozwoju. I miasto nie chce, żeby podczas pogrzebu reklamowano damskie albo męskie figi czy bokserki. Z wkładką.
I teraz miasto staje przed problemem lokalu dla teatru "Pleciuga". Wiadomo, że w tym miejscu stanie wielka galeria handlowa. A wiadomo było przez cztery ostatnie lata.
Teraz trzeba podjąć decyzję w sytuacji kryzysowej.
Ludźmi odpowiedzialnymi za to, że "Pleciuga" pójdzie na bruk, odpowiadają prezydenci, wiceprezydenci i dyrektorzy wydziału kultury. Są to: Marian Jurczyk - dwojga kadencji, Elżbieta Malanowska, Anna Nowak, Sławomir Szafrański- dwojga kadencji i Andrzej Oryl. żadnego z nich nie ma już w magistracie, a dyrektor Szafrański - wrócił - ostatni zgasi światło w budynku przy Kaszubskiej i odda klucze developerowi.
Kończ Waść i wstydu oszczędź.
O ile Kmicic się wylizał i jeszcze chwały klejnotowi przysporzył, o tyle wspomniany Kwintet, nie licząc się z tym Małym Teatrem dla Małych Dzieci, świetnie się wykręcał od odpowiedzialności, wiedząc doskonale, że nikt się za "Pleciugą" nie wstawi. Dlaczego ?
Dlatego, że każda z tych wymienionych osób wstawiając się za tym naszym Małym Teatrem dla Małych Dzieci ryzykowała swoim stanowiskiem. żadna z osób odpowiedzialnych za rozwiązanie problemu, tego problemu nie rozwiązała, i Małego Teatru dla Małych Dzieci do nowej siedziby nie przeniosła.
świetne samopoczucie Kwintetu - równa się - Teatr "Pleciuga" na bruk. Bo chyba tylko i wyłącznie dla dobrego samopoczucia sprawy załatwić nikt nie chciał. Jaki inny można tu wskazać powód?
Zgodnie z umową z developerem, inwestorem - teatr miał otrzymać nową siedzibę, a inwestor miał dopłacić miastu 10 mln zł. Umowy nikt nie widział, ale zapis zapewne brzmiał - dopłacić, a nie w sfinansować w 100 procentach.
A teraz nie ma nawet czasu na wybudowanie nowego teatru. I chęci też chyba nie. Teraz trzeba podjąć decyzję w sytuacji kryzysowej.
Czy były inne rozwiązania?
Zapewne były, ale to pytanie niepotrzebne, bo zawsze są możliwe inne rozwiązania. Należy spytać czy były rozpatrywane, czy ktoś je proponował, ktoś ich żądał. Zapewne - nie. A raczej z całą pewnością należy stwierdzić, że nie.
Tak właśnie było: proponowano inwestycję za 10 mln - tyle zapisano w umowie, a miasto czyli Kwintet nie wzięło jak dawali, nie dołożyło ze swojej kiesy albo unijnej, i problemu nie rozwiązało. Bzik niemożności.
Czy tylko Kwintet - a może Sekstet, bo dyrektorzy "Pleciugi" też brali udział w tych dyskusjach.
Za 10 mln złotych, można było kupić budynek stoczniowego domu "Korab" (został sprzedany przez Syndyka za 3,6 mln złotych), a także zmodernizować, wyposażyć i w tym roku przenieść Teatr Pleciuga do nowej siedziby. Jest tam miejsce na wszystko co w pierwotnym kształcie zakładał projekt Teatru "Pleciuga", w wersji nieokrojonej przez panią wiceprezydent Elżbietę Malanowską.
Bzik polskiej niemożności, jak mawiał klasyk już 100 lat temu. A wszyscy zatrudnieni i nagrodzeni.
Mam nadzieję, że dyrektor Szafrański nie będzie taki, i do tego gaszenia światła przy Kaszubskiej zaprosi resztę Kwintetu. No, Sekstetu.
Koniecznie panią wicedyrektor Annę Zapadnia - Garlicką.
Wojciech Hawryszuk