Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Gdyby była trzecia bramka, byłoby optimum szczęścia.   

Nasz Kochany Komentator  TVP  To mogło się zdarzyć w każdym momencie.

To wszystko z nudów, proszę niewybranych. My naród, we the people, jesteśmy znudzeni. Oczekujemy czynu, finezji, wyzwań, konkretów i dowcipu, kreacji, chcemy zazdrościć talentu, może nawet i poezji. Niełatwo nas zadowolić i zapewne generał de Gaulle zastąpiłby 1000 gatunków sera inną różnorodnością – właściwą i narodową, w swojej refleksji nad trudnością rządzenia Francją. My naród, nie odczuwamy pęknięcia, my nie pękamy.

Poszukiwanie szpar, pęknięć, szczelin odbywa się na zapotrzebowanie polityczne. To przekaz każdego dnia. Szczelina to zawsze argument i jednocześnie skutek polityki strony przeciwnej. To pęknięcie jest widoczne na górze, rozszerza się ku górze, a na dole – niewidoczne. Te na dole to raczej takie pęknięcia włosowate właściwe m.in. ceramice. Czasem pęknięcia są specjalnie wywoływane w celach dekoracyjnych, a czasem są błędem, wynikającym z niewłaściwego dobrania biskwitu i polewy. Ma tu również znaczenie czas.
Finezyjne pęknięcia zwane krakelurą (czyli pęknięciami) są pogłębiane przez polityków rylcem, śrubokrętem lub fleksą. Żeby było lepiej widać.
Wśród śledzi, polędwic i szarlotek, a ostatnio do tego polskiego stołu dołączyły ośmiorniczki, zawsze leciały pióra – ilekroć spod majonezu wypełzła polityka. A wypełzała chętnie i zawsze. Ostrość tej przyprawy przebija za każdym razem wasabi, papryczki i parzony świeżo chrzan. Pióra leciały owszem, ale to są zaledwie drobne pęknięcia włosowate. My naród, we the people, mamy do tego prawo. I tak lubimy od lat. Jesteśmy z tym pogodzeni.
Na lewo i prawo rozdawane są łopaty do kopania rowu niezgody. My naród, we the people, nie mamy czasu na pierdoły. Owoż, wszedłem na wszelki kulinarny wypadek w posiadanie rosołu warzywnego. Nazwa tyle szczęśliwa co schab po żydowsku. Druga strona opakowania z kodem kreskowym zawiera skład tej przyprawy: tłuszcz palmowy, wzmacniacze smaku: gultamin monosodowy, 5’rybonukleotydy; skrobia, cukier, aromat (zawiera seler), marchew (1,3 %), cebula (1%), seler (0,8%), natka pietruszki (0,25%), kurkuma, regulator kwasowości – kwas cytrynowy, pasternak. Bukiet warzyw nie przekraczą 5 % w tym „rosole”. Reszta, 95% to bajer, kit, wszelka zbędność, duperele, massa tabulette, ściema, Papiermâché , woda i piasek zamiast wapna, czyli polityka. Ale rów i łopaty są na wyciągnięcie ręki.
Na mieście mówią, że podobno pan Biedroń się niepotrzebnie pośpieszył i do tego nikogo doświadczonego o zdanie nie spytawszy. Mógł do tej pory czekać w Słupsku oczekując fali powodziowej na Słupi.


My naród, zastanawiamy się, co kto nam dał. Wiemy co kto dostał; chociaż może nie wiedzieliśmy czego tak naprawdę chcemy i co nam się należy.
Czy wiecie, kim byli i właściwie – są – Statler i Waldorf? Jakże brakuje tych komentarzy na żywo podczas scenicznych popisów zarówno polityków jak i kabareciarzy. Przed, po i w trakcie. Jaka polityka taki kabaret.
My naród, lubimy pieniądze. Dlatego rozumiemy rząd i lekko mu zazdrościmy, że tak sobie może wydawać ciężką kasę lekką ręką. Ale nie o to przecież chodzi. Nie rozumiemy jednak jak można pożyczyć od znajomego zegarek i nosić go sobie dla szpanu. Kupić – owszem – ale pożyczać?
W moim rosołku warzywnym znajduje się wzmacniacz smaku – gultamin monosodowy – w polityce – kampania wyborcza. To ona wystarcza nam za całą polityczną rzeczywistość albo pozorność.
Gultamin monosodowy „wyprodukowany” przez PIS smakował lepiej. Może było go więcej, może przyprawiał lepszy kucharz. A może zwyczajnie mu, temu kucharzu się chciało. Przyprawiać. 
To wszystko z nudów, proszę elit. My naród, we the people, jesteśmy znudzeni jałowym smakiem politycznych potraw. PIS widocznie przyprawił lepiej.
My naród o autorytety specjalnie nie dbamy, wystarczy nam sąsiad, rodzina, koledzy. I my sami. Kościół traktujemy jak autocasco, płacimy z góry, na wszelki wypadek. Chrzty, komunie, pogrzeby, śluby, organy, świece. Kościół to już nie jest communia, to nie dzieło nadprzyrodzone z chwilą gdy zaczyna służyć wyłącznie, głównie doczesności. 
Partie i autorytet – oto jest pytanie; profesor Marcin Król uważa, że z tego grajdołu będziemy się wygrzebywać przez najbliższe 20 lat, pięć kadencji. My naród, we the people, pracowaliśmy na to ostatnie 30 lat. To nie kwestia szczęśliwie – jednakowoż – przegranych wyborów.

*** „Ujarzmianie pozorności” to określenie monsieur André Malraux; używał go często w trypyku, cyklu esejów o sztuce „Ponadczasowe”, „Nierzeczywiste”, „Nadprzyrodzone”.
*** „To wszystko z nudów, wysoki sądzie to wszystko z nudów…” Agnieszka Osiecka

Wojciech Hawryszuk 27 – 29 maja 2019