Motto:
Ty praprzodku, praidioto, prafrajerze
Twego potomka krew nagła zalewa
Mogłeś żyć jak przyzwoite zwierzę
Czemu palancie złaziłeś z drzewa
„Arcytektura” Jonasz Kofta

Pojawiają się wypowiedzi o elitach występujących na terenie naszego kraju. Autorzy ex definicione zaliczają się do tych elit. Zawsze byli pociechą dla społeczeństwa lub usprawiedliwieniem. Gry towarzyskie między elitami polegają badaniu antenatów czyli korzeni, a następnie informowaniu narodu o elitarnych parantelach. Nie wszyscy chcą tego słuchać, choć aż tak bardzo nie protestują i nie wnioskują żeby tego czy owego wywlec sprzed kamery lub zabrać mu mikrofon. Najlepiej publicznie.

Sukces państwa, czasem narodu zdarza się, że przynosi dobrobyt obywatelom. Sukces to rzecz względna i najlepiej by było jakby każdy
mógł doświadczyć tego sukcesu osobiście i sobie wziąć do domu ile by chciał. Tak jednak nie jest.
Sukces zależy od pracy i szczęścia. Moment ważenia wypłukanego złota, składającego się z pyłu, drobinek, i małych i większych nugattów jest momentem prawdy. To chwila magiczna, kiedy ludzie widzą złoto, wagę, jakąś zwykłą miskę i nie widzą pracy, porażek, tysięcy metrów sześciennych nadkładu, awarii, nieprawidłowej oceny złoża, ludzkich dramatów. Te seriale o poszukiwaczach z Klondike, Australii,
górskich potoków i morskiego dna, są niezwykle pouczające. Niezmiennie jednak, niezależnie od kontynentu, sukces zależy od pracy i szczęścia. Warto zauważyć, że na szczęście trzeba przeważnie zapracować.
Ludzie szukają pociechy intelektualnej i moralnej właśnie u elit, licząc na odpowiedź kiedy odniosą wreszcie sukces. Przecież cały czas pracują bez poczucia sukcesu, może im się wydawać i często wydaje, że ktoś im zabrał to szczęście, ten fart. Trzeba ludziom wmówić na dobry początek, że nie mają szczęścia. Inaczej mówiąc – trzeba zagaić – wasze szczęście mają inni. Ci – tam – to właśnie oni.
Kiedyś zagajał szaman – dziś autor np. w telewizji. W radio; bloger, felietonista, bardzo często wynajęty agitator. Co innego agitator partyjny – jawny, co innego wynajęty, przeważnie internetowy, zamaskowany. Jak odróżnić agitatora od autora wypowiedzi szlachetnych i rzeczywiście potrzebnych. Jeden i drugi lepi z gliny dnia codziennego swoje teksty i argumenty. Agitator zwykle nagina wybrane gałęzie drzewa prawdy tak żeby sięgnęły uszu i ramion potrzebujących. A co ma robić? Jest przecież jak papier, który nie decyduje co będzie na nim wydrukowane. Daje jednak możliwość chwycenia się tych gałęzi, choćby jednej.
Ten drugi szlachetny każe drzewo obserwować, wnioski pozostawiając obserwatorom. Klasycznym sposobem kontemplacji tego drzewa jest
przedstawiony swego czasu, i dostępny na co dzień, regulamin rozróżniania drzew z dalszej odległości zaproponowany przez klinikę Monty Pytona.
Agitator – najemnik to przeważnie osoba kreatywna (znająca bardzo wiele przymiotników), bardzo zdolna i gotowa służyć każdej sprawie. To uczciwe, że nikogo nie wyróżnia.

wh

Dzięki tym cechom zostaje czasem politykiem, ale przeważnie nie zostaje. Jest na to zbyt cwany. Wie jak niewdzięcznym bywa ciemny lud, o krótkiej pamięci.
Ułomność takiej agitacji (innej nie ma) wyraża się choćby w tym, że nie wszystkie naginane gałęzie wspomnianej prawdy można złapać i przytrzymać, i nie wszystkie gałęzie dają się w tym celu naginać jak gałęzie leszczyny lub łozy. Ale ani łoza, ani leszczyna to nie są drzewa „prawdziwe” takie jak dąb, świerk czy wiąz. Owszem, dla porządku przyznaję, są takie orzechy, które rosną na drzewach, w kępkach, mamy je w Szczecinie. Są to drzewa niskie.
Agitacja polega m.in. na tym, żeby każde drzewo czy inną roślinę traktować tak samo, niby demokratycznie, i pomijać jednocześnie jej rolę i znaczenie. I miejsce w którym rośnie i w którym jest potrzebna.
Ale przecież nie da się wielkiego masztu idei sporządzić z łozy, owszem zdarzają się raz w roku dosyć długie – wysokie palmy, ale i owszem – można kosze i fascis, a to już brzmi złowrogo. Oba te przedmioty źle się kojarzą, każdy w swoim czasie. Każdy łatwo sięgnąć może po taki niedrogi argument. Łatwo się nagina łozina i każdy może mieć swoją prawdę. Własna prawda to nic groźnego, ale nagięta przeważnie wraca do wyjściowego położenia, nie oszczędzając naginającego i osób towarzyszących. Ale ludzie jak już się wczepią, to trzymają, i trwa ten stan bardzo długo. Gałęzie w tym czasie stają się koślawe jak w prowadzeniu szpalerowym drzew owocowych.
Autor wypowiedzi szlachetnych, od czasu do czasu, nagle gdzieś się zapodziewa, zastanawiając się nad własnym szczęściem, oddala sie od ludzi; nie zawsze daje się zaprosić, nie zawsze potrzebny jest ludziom jak Dobrzyński – Królikiem zwany. Przeważnie uwiera społeczeństwo. Ci autorzy są wyraźnie zniechęceni wieczną pracą wyłącznie na własny rachunek i za własne pieniądze, w porywach publiczne.
Nie każdy jest Mahatmą, a do tego, trudno na ten tytuł zasłużyć. Niestety nie ma takiego wśród nas albo pozostaje nieznany.
Nieznany ludziom Mahatma?
Nieszczęściem i nieporozumieniem jest żądanie od szlachetnych aby brali udział w partyjnych agitkach. Bronią szlachetnych jest dystans i niezależność. O takich powinniśmy zadbać jako społeczeństwo. O takie szlachetnych chowanie nie zadbaliśmy przez ostatnie 30 lat.

Wojciech Hawryszuk

lipiec 2018

Kontakt

Wojciech Hawryszuk


tel.(+48) 501 693 300,
(+48) 91 823 94 04

Odwiedzający

Dzisiaj 16

Od 1.IX.2006 852311