Nic na tym świecie nie zależy od psów. A to one właśnie mają być wyłapywane. Chwilowo nie, ale z pewnością w niedalekiej przyszłości - tak. Nie mają przyjaciół wśród ludzi, nie mają kanap, nawet takich krótkich-malutkich politycznych i mają za swoje. Niech mają. Wszystko na tym świecie zależy od ludzi. Od huraganów i trzęsień ziemi też.
Nic na tym świecie nie zależy od psów. A to one właśnie mają być wyłapywane. Chwilowo nie, ale z pewnością w niedalekiej przyszłości - tak. Nie mają przyjaciół wśród ludzi, nie mają kanap, nawet takich krótkich-malutkich politycznych i mają za swoje. Niech mają. Wszystko na tym świecie zależy od ludzi. Od huraganów i trzęsień ziemi też. Wyłapywanie ma zabezpieczyć hycel. Czy w cywilizowanym mieście europejskim (no przecież...) może być ktoś taki jak hycel? Nie może być hycla podobnie jak rakarza. Za bardzo kojarzą się obie nazwy z pułkownikiem Kuklinowskim, gnębicielem Olbrychskiego. A Olbrychski i Maryla z lodem.
Problem psów to problem dla polityka śmieszny. Bo jak tu na radzie miejskiej, przy ludziach powiedzieć, że ktoś wlazł w psie gówno, a nie powinien. I jego znajomy np. Poseł albo Członek Czegoś Ważnego - również. Damy zachowują w takiej sytuacji stosowny dystans. Ach, gdyby tak je ośmielić to z pewnością coś na ten temat miałyby do powiedzenia. Nie wiadomo ile tych psów jest do złapania. Może 1000, a może 3453 sztuki. Do busa z siatkami zostanie skierowanych tygodniowo ok. 50 uciekinierów, luzaków, łazików, miłośników kubłów na śmieci i innych psich przestępców. Niektórzy wnikliwi obserwatorzy uważają nie bez racji, iż do Szczecina migrują psy z okolicznych gmin – szczególnie podejrzane są Azory, Muszki i Szariki z Polic. Dzieje się tak dlatego, że Police mają hycla, a może inspektora kynologicznego – też ładnie. I Azory polickie się połapały (w zasadzie łapie je hycel lub rakarz, psy nie zgłaszają się dobrowolnie) tzn. wyczuły że koniec z wolnością w Policach. Dlatego sprytnie, a zarazem bezkarnie, grasują na rubieżach Szczecina. Cywilizowani ludzie korzystają z wygódek. A co ma zrobić pies? Niektórzy niecywilizowani, albo cywilizowani inaczej, upodobali sobie bramy. I są gorsi niż psy, bo nie starają się nawet zagrzebać tego co zrobili. Czy nie ma na tych rzezimieszków, obszczymurków żadnej rady? żadnej straży? żadnego ciecia z miotłą? żadnych miejskich wygódek?
łapanie – łapaniem, ale może zatrudnić tak na początek i tak po prostu sprzątaczy i określić im pole działania. Bo o to chodzi właściwie z tymi psami. O czystość. Jeżeli gryzą to przeważnie te łańcuchowe albo z błękitną krwią zdeprawowane dodatkowo przez właścicieli. Wróćmy wreszcie do tego sprzątania! Bo wszyscy omijają te sprawy jak przysłowiowe psie .... i nie widzą tego co się dzieje na każdym chodniku, na każdym placu, w każdym parku. Bo to miasto powinno pierwsze dać przykład. Przykład, że chce rozwiązać ważny problem higieniczny i porządkowy. I nie ukrywajmy – związany także z bezpieczeństwem. To miasto, zarząd, prezydent organizuje życie swoich obywateli. A oni na to właśnie czekają. Muszą być sprzątacze i muszą być wyposażeni w indywidualne zestawy do sprzątania. I muszą te zestawy roz – da – wać. Tak właśnie – rozdawać. Najpierw rozdajmy, a później wymagajmy.
Fundamentalna rada: nie krzyczmy na siebie. Nie wlepiajmy mandatów właścicielom psów za to, że są właścicielami psów. Oni też nie bardzo wiedzą co z tym fantem (he, he – fantem) zrobić. Okażmy zrozumienie wzajemne. Właściciele psów też niech wezmą na wstrzymanie. Odłóżmy na bok argumenty w rodzaju: a oni tam w ratuszu nic nie robią, za co biorą pieniądze. Albo: biorą pieniądze to nich rozwiązują sami. To przecież nie bezpańskie psy, zapchlone kundle, ślepe Burki zanieczyszczają europejskie miasto Szczecin. Burki tyle nie jedzą. Te pozostałości przemiany materii w parkach i na ulicach należały kiedyś do zwierząt z „wyższych sfer”, rasowych, albo prawie rasowych. Wyprowadzanych przez zadbanych właścicieli i właścicielki.
Swoją drogą, to co właściwie robią firmy oczyszczania miasta? Czy rzeczywiście oczyszczają to miasto? Za co im płacimy? Widzę, nie tylko ja zresztą, że jest brudno. Jest zbyt brudno. Za komuny tak nie było. Czy psie .... wymaga specjalnego aneksu i zatrudnienia kancelarii adwokackiej? Czy zatykając nosy umowami i opiniami prawnymi zleceniodawca – miasto i zleceniobiorcy – Rethman czy MPO będą się spotykali podczas wizji lokalnych, bo dyrektorzy tych firm i prezesi nigdy nie widzieli psiego ...? Stan higieniczny parku gen. Andersa położonego w centrum miasta to stan na granicy epidemii, że o zapachach nie wspomnę. Epidemii groźnej dla dzieci grających tam w piłkę i zwierząt wyprowadzanych na spacer. Ludzie płacą podatki za psy. Nie wszyscy i nie za wszystkie. Może łatwiej będzie się pogodzić z myślą o tym, że należy zapłacić, kiedy działania służb miejskich będą widoczne gołym okiem.Niech miasto zacznie choćby od załatwienia problemu szlaków turystycznych i parków.
Nic nie zależy w Szczecinie od psów. Wszystko zależy od ludzi. Ale nie karzmy jednych i drugich. Słusznie bronimy się przed szczecińskim hyclem. Zajęcie uważane jest za trochę podłe. Podejrzewamy zaraz, że jak będzie miał płacone od „uszu” to będzie łapał te psy tak zapalczywie, że może się wybrać do Goleniowa lub Stargardu żeby dołapać trochę więcej przed świętami, bo pieniądze bardziej potrzebne.
Marzy nam się Europa. Interesy. Biznesy. A tu esy – floresy. Nigdy się nie dowiemy ile prawdziwych biznesów, nie tylko takich „blaszanych” z jakimi mamy przeważnie do czynienia do tej pory w Szczecinie, przeszło nam koło nosa, bo któryś z inwestorów się pośliznął. Ja nie żartuję z tego, że temat został podjęty. śmieszne jest to, że problem nie został rozwiązany. Czy w naszym mieście, Paryżu Północy, August Renoir, nawet gdyby tu się urodził, pracował lub chwilowo przyjechał, czy ten wielki malarz namalowałby „śniadanie na trawie”? Chyba nie; biesiadnicy nie znaleźliby wolnego miejsca w naszych miejskich parkach.
I nie byłoby tematu.
PS Szukając materiałów na temat rozwiązywania psich problemów na świecie w internecie, znaleźliśmy informację, że na jednej z wysp archipelagu Bismarcka istnieje stanowisko aspiranta kynologicznego (Hundaspirant) (tzn. hycel). Robi to co robią jego wszyscy koledzy na świecie. żeby wyglądał groźnie i stosownie do stanowiska ów oficjalista posiada mundur. Wygląda bardzo okazale ów mundur; na pagonach ma zakręcone psie ogony naszywane srebrną lamówką. W zależności od rangi i doświadczenia zawodowego jeden, dwa lub trzy. Są to stylizowane psie ogony zakręcone, bo chodzi wyłącznie o wyłapywanie psów drugiej kategorii czyli kundli. (a co z malamutami i szarpejami?). Po pięciu latach służby aspirantowi należą się srebrne obszycia z psich pazurów. Też na pagonach i też stylizowane. Po dziewięciu (nie wiem dlaczego po dziewięciu) latach - jedna złota psia łapa na prawym rękawie. W wieku przedemerytalnym planowana jest – kocia skórka, żeby nie zawiewało podczas akcji. Ale to tylko taka luźna propozycja władz municypalnych wyspy Narage.
Publikacja W Gazecie Wyborczej