Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Czym jest karafka la Fontaine'a? To anegdotyczny przedmiot sporu pomiędzy trzema mężczyznami. Siedząc dokoła stołu, sprzeczali się, jakiej barwy jest światło odbijające się w stojącej przed nimi kryształowej karafce. Historia mówi, że la Fontaine, poproszony o rozwiązanie ich sporu, okrążył stół i spostrzegł, że światło zmienia kolor w zależności od perspektywy, tak więc każdy z mężczyzn miał rację.
Aleksander Krukowski, recenzja książki "Karafka la Fontaine'a" https://www.literatura.gildia.pl 27 lutego 2011; w zasadzie od kąta załamania a nie perspektywy. 

     Podejrzewam, że w każdym systemie znaczna część pieniędzy przeznaczonych na likwidację bezrobocia, tak naprawdę tylko to bezrobocie wspiera. Może nie powoduje zwiększenia liczby ludzi pozostającej bez pracy, ale tworzy atmosfery poszukiwania pracy. I nie dotyczy to wyłącznie Polski. Dlatego z wielkim zainteresowaniem obserwuję działania konkretne, rzeczywiste na rzecz bezrobotnych. Takich jak poniższy, przykładów, nie zaobserwowałem na polskim rynku pracy, a właściwie - bezrobotnych. 

2001

Wiele osób uważa, że pilot oraz kilkaset programów telewizyjnych to najlepszy wynalazek rozrywkowy naszych czasów. Nic pilotowi nie ujmując, daleko mu do doskonałości; co prawda nie psuje się gdy wysunie się z ręki drzemiącego telewidza i spadnie na podłogę ale nie można nim rąbnąć o ścianę, kiedy brak argumentów lub bohaterowie ekranu mówią coś rzeczywiście od rzeczy. Ja, Kowalski XXI wieku, siedziałem i korzystałem z niedoskonałego pilota telewizyjnego. I bodajże kanał „Planete” pokazał program o niezwykłej karuzeli. Ktoś we Francji, w małym mieście zebrał bezrobotnych, narkomanów, bezdomnych, pijaków i złodziei - nieudaczników i zakały przyzwoitego społeczeństwa i postawił przed nimi zadanie: zbudujecie karuzelę. Powstało dzieło niezwykłe. Fantastyczne zwierzęta, rzeźby surrealistyczne zaakceptowane natychmiast przez dzieci. I przez rodziców. Kiedy wieczorami karuzela udawała się na spoczynek, starsi ludzie po kryjomu podnosili ochronną płachtę brezentową i podglądali, oglądali owe wspaniałe rzeźby.Ktoś wskazał ludziom cel.

Konieczna była interwencja z zewnątrz aby „nieudacznicy” zrobili coś przyzwoitego dla siebie i dla społeczeństwa.Podzielmy metodą Pinkertona całe terytorium Szczecina na 1000 prostokątów o powierzchni 0,3 km kw. każdy (500 na 600 m) i zobaczmy, poszukajmy co trzeba zrobić na każdej z działek aby je ucywilizować, podnieść ich wartość, pomóc mieszkańcom, zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Zadania mogą być różne. Skomplikowane i bardzo proste. Policzmy na początek bezrobotnych i bezdomnych. Ile kosztuje nas każdy z nich ? Policzmy świadczenia socjalne, darowizny na rzecz domów opieki społecznej, ogrzewanie noclegowni i koszty interwencji policji. Słowem – wszystko. Wypadnie powiedzmy po 300 zł na głowę miesięcznie.

Przyjmijmy, że do zagospodarowania jest na początek 5 km kw. Trzeba do tego 100 000 godzin pracy ludzkiej; średnia miesięczna 170 godzin czyli ok. 600 miesięcy – 50 lat pracy jednej osoby, a dwa lata pracy 25 osób. Mamy cel i ludzi. Powiedzmy, że zapłacimy im 5 zł za godzinę. Mieszkania, w systemie szkieletowym, zbudują sobie sami. Tak dobierzemy skład brygady, aby byli i ci co będą stawiali domy, i hydraulicy, elektrycy i pani Kasia, która ugotuje 25 obiadów. I powiemy tym ludziom, że te skromne pomieszczenia powiedzmy po 15 - 20 metrów na osobę plus świetlica, łazienki i sanitariaty, staną się ich własnością – własnością osobistą, po zakończeniu projektu który umownie nazwiemy Projekt 5. Powinni też dostać do 25 działek ogrodowych na zasadach ogólnych. Bez prawa zbywania czy przekazywania.

Podstawowym warunkiem zrealizowania Projektu 5 jest wyobraźnia księgowego. Musi miejski księgowy dokładnie wiedzieć co jest kosztem, a co zyskiem. Projekt 5 ma rozwiązać problemy 25 mieszkańców naszego miasta. Ale to nie może być kolejna „kuroniówka”. Po zakończeniu Projektu 25 ludzi ma mieć małe choćby mieszkanie, inne podejście do świata, kawałek fachu w ręku i choćby nawet niewielką nadzieję na przyszłe życie.

Twórcy francuskiej karuzeli zarządzają zbudowanym urządzeniem. Czerpią z tego dochody. Być może zwracają pieniądze za materiały, być może rozliczają francuskie „kuroniówki” wypłacane im na czas wykonywania niezwykłej karuzeli. Nie wiem.Jaką to karuzelę damy do zbudowania naszym, szczecińskim bezrobotnym i bezdomnym? Może wczesnośredniowieczną, pomorską wioskę na wzór Biskupina, przyszłą atrakcję turystyczną; co powiecie o torze dla posiadaczy górskich czy też innych terenowych rowerów – bez hałasu, czynny przez cała dobę. A co może nas czekać w przyszłości? Pasaż szczecińskich clochardów, bulwar nieudolnych, Wały Chrobrego z gromadą młodych – bo innych w Szczecinie nie ma – średniowiecznych żebraków. W łachmanach od Niny Ricci, czkających prawdziwym „Bojoleaus” (dostarczanym przez punkt informacji turystycznej w zamku) na czystych duńskich turystów i używających kilkunastu francuskich słów, co też da się załatwić w dobie Internetu, wymiany transgranicznej oraz urzędowego, pełnego optymizmu samopoczucia.

Wszak należy myśleć pozytywnie.