Gospodarka na terenach wiejskich może również skorzystać z >>opakowania zachodniopomorskiego<<, a gospodarka rybacka z rosnącego popytu na usługi agroturystyczne oraz konieczności dywersyfikacji dochodów w mniejszych gospodarstwach.
1. Ogólny Opis Sytuacji
(...) roczne połowy ryb morskich, bez naruszenia równowagi biologicznej, mogą osiągnąć ok. 100 mln. ton. W skali światowej produkcja akwakultury osiągnęła ca. 20 mln. ton, w 2010 – 37,5 mln. ton, a w roku 2025 – 62,4 mln ton. (...) Dotychczasowy rozwój krajowej akwakultury nie wyczerpuje w pełni istniejących możliwości. W planowanym rozwoju różnych form akwakultury należy uwzględniać nie tylko aspekty ekonomiczne tj. wielkość i specyfikę dostępnego rynku czy opłacalność produkcji, ale także spełnienie wymogów ochrony środowiska
Prof. Dr Rajmund Trzebiatowski AR WR Szczecin
Zacytowałem Pana Profesora Trzebiatowskiego, aby uzmysłowić Państwu, że mamy szansę na rozwiązanie naszych zachodniopomorskich problemów. Bo jest popyt na ryby. Jest popyt na przetwory rybne. Tylko my produkujemy zbyt mało, lokalna gospodarka to gospodarka surowcowa; nie ma lokalnych produktów. Musimy produkować i przetwarzać. To zbuduje rynek.
Pierwszy impuls
W 2000 roku zaczęliśmy [Agencja Barnaba] organizować Jarmarki Rybne w Szczecinie; miało to miejsce nad Odrą, na Bulwarze Piastów Pomorskich podczas Dni Morza natknąłem się na problem towaru, który mógłbym oferować klientom na Jarmarku. Nie było chętnych rybaków, przetwórców, eksporterów czy importerów, drobnych gastronomików czy restauratorów, którzy mogliby potraktować udział w jarmarku jako rodzaj promocji i wykorzystanie konkretnego popytu jaki pojawia się podczas dużych imprez. Udziałem w Jarmarku nie byli zainteresowani handlowcy prowadzący sprzedaż ryb w szczecińskich sklepach i na targowiskach, nie były zainteresowane duże markety. Znalazło się w końcu 10 firm, co pozwoliło zorganizować imprezę. Publiczność za to dopisała. Największe pretensje klientów były o brak świeżej ryby. Bo na pierwszym Jarmarku Rybnym nie było świeżej ryby. Nikt nie chciał jej sprzedawać. Ale wielu chciało kupować. Na drugim, za rok, sami podjęliśmy ryzyko sprzedawania świeżych ryb podczas Dni Morza. W sierpniu na kolejnej imprezie dołączyła do nas Spółdzielnia Rybacka „Certa”. W 2002 roku organizatorzy Dni Morza nie byli już zainteresowani tymi imprezami, a w kolejnych latach sami nie potrafili zrobić chociaż wydawało się, że bardzo chcieli.
„Wspólny cel marketingu i logistyki to dostarczenie klientom odpowiedniej, poszukiwanej przez nich wartości, co zakłada kreowanie tej wartości oraz jej realizację. Decyzje dotyczące tworzenia wartości należą do sfery działań strategicznych, stąd ich wyrazem jest przyjęta strategia. (...) Podstawowym wymiarem wartości jest wartość dla klienta, zaś pochodną jest wartość dla przedsiębiorstwa”
W 2001 roku, chcąc „wychować” przyszłych uczestników Jarmarków Rybnych i jednocześnie wskazać możliwość rozwoju gastronomii na pojezierzu zachodniopomorskim, na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi zorganizowaliśmy Akademię Rybną – czyli szkolenie dla bezrobotnych, rolników i prowadzących gospodarstwa rybackie i agroturystyczne. Obejmowało ono zagadnienia weterynaryjne, technologii przyrządzania, przepisy sanepidu, receptury oraz zagadnienia związane z pozyskiwaniem środków na uruchomienie działalności. Problemy, które wyłoniły się przy organizacji tych małych Jarmarków, są jednocześnie problemami całego regionu.
▓ Bierność producenta. Rybacy nie chcieli sprzedawać ryb mimo, że ich żony nie pracowały, a cena na targowiskach były trzy razy wyższe niż „na burcie”.
▓ Brak infrastruktury. Rybacy nie mieli chłodni żeby przewieźć te ryby na Jarmark;
▓ Brak wiedzy fachowej dotyczącej przyrządzania ryb. Dotyczyło to zarówno bezrobotnych jak i gastronomików. Mała gastronomia nie chciała wziąć udziału w jarmarku bo nie umiała ryb przyrządzać. Gastronomii rybnej np. nie uczy się szkołach rolniczych.
▓ Miasto Szczecin i inne miasta są cały czas odwrócone od wody. A w przeszłości fortuny mieszczan szczecińskich zbudowane zostały „na śledziach” , choćby rodziny bankierskiej Loizów. To właśnie w dużej aglomeracji należy realizować ideę sprzedaży bezpośredniej.
▓ Brak promocji sprzedaży ryb jako surowca oraz przetworów. Dotyczy to zarówno przetwórców jak i np. restauratorów. I małej gastronomi również. Na trasie Koszalin – Szczecin znajdują się dwa punkty gastronomiczne z rybami. Nad jeziorami trudno znaleźć punkty gastronomiczne urządzone wedle przepisów unijnych, nie mówiąc o recepturach i przyrządzaniu potraw.
Przeszkody (do przezwyciężenia)
Gdyby rynek rybny był rozwinięty, to byłby lokomotywą na tych terenach. Wg Zakładu Bioekonomiki Rybactwa Instytutu Rybactwa śródlądowego w Olsztynie należy wziąć pod uwagę następujące zagrożenia i czynniki zakłócające :
-
eutrofizację i zanieczyszczenia
-
kłusownictwo
-
niedostateczna egzekucja prawa i/lub brak odpowiednich przepisów
-
zbyt wysoki czynsz dzierżawny
-
inne obciążenia na rzecz państwa
-
trudności ze zbytem i/lub brak możliwości przetwórstwa ryb
-
rozwój rekreacji związanej ze środowiskiem wodnym
-
wędkarstwo,
-
eko-terroryzm
-
niekompetentna i biurokratyczna administracja państwowa (na szczeblu lokalnym i wojewódzkim
-
kormorany
Badania przeprowadzono w 1998 roku na 240 000 ha jezior (66 podmiotów ) dały w przypadku Pomorza następujące rezultaty; każdy respondent miał do dyspozycji 0-5 rang (punktów) które miał przydzielić każdej z wymienionych wyżej przyczyn ( w nawiasach podano wynik dla całego kraju):
-
kłusownictwo 90,4 % (89,3 %)
-
niedostateczna egzekucja prawa i/lub brak przepisów 71,8 % (72,2 %)
-
zbyt wysoki czynsz dzierżawny 67,4 % ( 60,6 %)
-
eutrofizację i zanieczyszczenia 52,6 % (62,6 %)
-
kormorany 51,8 % (64,6 %) (straty w Niemczech są szacowane na 30 mln. Euro)
-
niekompetentna i biurokratyczna administracja państwowa (na szczeblu lokalnym i wojewódzkim 49,6 % (52,5 %)
-
inne obciążenia na rzecz państwa 46,7 % (44,7 %)
-
eko-terroryzm 45,2 % (44,7 %)
-
rozwój rekreacji związanej ze środowiskiem wodnym 37 % (55,3 %)
-
trudności ze zbytem i/lub brak możliwości przetwórstwa ryb 40,7 % (43,2 %)
-
wędkarstwo 24,4 % (40,0 %)
-
bobry, wydry, czaple 7,4 % (15,6 %)
Pewne przeszkody są do zlikwidowania bez większych nakładów, inne wymagają nakładów, a jeszcze inne wymagają długotrwałych i wysokich nakładów (przywracanie dzikości jezior i rzek, poprawna melioracja oraz ich rekultywacja.
Starych obyczajów nie ma, a rynek został rozmontowany. Bo nie ma zasad uczciwego i gospodarowania. Państwo nie jest gospodarzem. Fakt, że kłusownictwo wymieniane jest przez 44 respondentów jako główna przyczyna problemów rybactwa, oznacza również brak programów społecznych na terenach wiejskich; kłusownictwo to wielu wypadkach konieczność, jedyne wyjście z tragicznej sytuacji życiowej to tzw. Kłusownictwo socjalne. Szybkie łodzie i odpowiednio motywowani i szkoleni strażnicy mogą załatwić problem „mięsiarzy” - hurtowników (wędkarzy łapiących dla mięsa); problem niszczącego środowisko kłusownictwa mogą rozwiązać tylko programy społeczne na wsi. W innym przypadku, przy twardej polityce dzierżawców i straży rybackiej i policji może dochodzić do ostrych konfliktów lokalnych, a nawet tragedii.
Tezy, uwagi i opinie
Spada wydajność gospodarstw rybackich. Popyt na ryby nie rośnie, choćby ze względu na cenę surowca. Dywersyfikacja dochodów gospodarstw nie jest możliwa, bo region nie jest przygotowany np. do obsługi turystów. Brak jest infrastruktury turystycznej i nie można zatrzymać klienta, turysty na dłużej. Gospodarka rybacka to gospodarka zdecydowanie surowcowa, a nie usługowa (przynajmniej częściowo). To współczesny neokolonializm zakładający milcząco ograniczone potrzeby “tubylców”, nie branie pod uwagę ograniczoności zasobów przyrodniczych i ich odporności na antropoagresję. Surowiec jest oferowany odbiorcy końcowemu na końcu długiego – i nie do końca kontrolowanego – pod względem jakości - łańcucha pośredników. Ta ilość niekontrolowanych pośredników wpływa na cenę oraz jakość surowca. Na tym nie można zarobić i długi jest czas zwrotu inwestycji. Dużo wyższa suma wartości dodanych, powstaje dopiero w procesie przetworzenia i sprzedaży
- Wystarczy porównać ceny ryb smażonych z ceną surowca. Cena produktu końcowego w najzwyklejszej smażalni jest 2 – 4 razy wyższa niż surowca. Wystarczy zatem dołożyć do tej ciężko pozyskanej ryby trochę pracy i sprzedać ją osobiście odbiorcy końcowemu. Sprzedaż bezpośrednia farmerów amerykańskich w ciągu 10 lat wzrosła o 30 %.
Wbudowanie w strukturę gospodarstwa specjalistycznego (np. rybackiego lub rolniczego) oferty usługowej (chodzi o różne usługi) pozwoli lokalnie przetworzyć surowiec lub sprzedać go bezpośrednio na wielkim osiedlu w mieście. Takie działanie wymaga myślenia społecznego tj myślenia o wspólnych korzyściach.
- Trzeba sprzedać pakiet „surowiec+usługa” albo „surowiec+usługa+surowiec przetworzony”. Pojedynczo liczone - tańsze produkty – większe zyski. Do tych ryb dodajmy olej lniany z pierwszego tłoczenia (idealny do pierogów z kapusta i grzybami), kozi ser, miód, wyroby z wosku, usługi apiterapii, hipoterapii, porządną ruską „banię”, warsztaty artystyczne.
Produkt występujący na rynku – w tym produkt regionalny wymaga też opakowania; w skład >>opakowania zachodniopomorskiego<< opakowania identyfikującego produkt, lokującego produkt geograficznie i jakościowo wejdą, mało zdewastowane jeziora, rzeki zachodniopomorskie i wielkie estuarium oraz coraz czystsze dorzecze Odry. Budowane są wielkie oczyszczalnie we Wrocławiu i w Szczecinie. Działa program Górnej Odry i Dolnej Odry. W najbliższym czasie program na rzecz rozwiązania problemów rzeki Odry Zalew Szczeciński to najbardziej wydajne łowisko w Polsce.
{...) gospodarka rybacka przyczynia się do aktywizacji gospodarczej w skali lokalnej i regionalnej. Jej dalszy rozwój ma istotne znaczenie dla wzrostu gospodarczego na terenach, na których działają przedsięwzięcia związane bezpośrednio z produkcją ryb konsumpcyjnych oraz z wędkarstwem i turystyką. {...) dotychczasowa pomoc państwa jest niewystarczająca, ma charakter raczej "wspierający" i nie umożliwia rozwoju czy restrukturyzacji sektora.
Stanowisko Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Senatu RP i Parlamentarnego Zespołu Ochrony i Wykorzystania Zasobów Wodnych "WODNIK"
Tzw. presja turystyczno-rekreacyjna powinna być łagodnie zahamowana i skierowana drogą łagodnej perswazji w pożądanym kierunku. Nie możemy w zachodniopomorskiem popełnić błędów zagospodarowania Wielkich Mazurskich Jezior. Wędkarstwo jest równie produktywne jak tradycyjna gospodarka rybacka i jak się okazuje są wędkarze komercyjni łapiący po 300 kg ryb rocznie.
Dotyczy to m.in. otwartych brzegów jezior i rzek, przywracania „dzikości”, przetwórstwa, które nie musi być przemysłem, a może być rzemiosłem: główny program ekologiczny to zbudowanie zielonego pasa wokół jezior zachodniopomorskich. Primum non nocere.
Gospodarka rybacka nie jest oderwana od otoczenia: gospodarczego, społecznego, geograficznego, politycznego, ekologicznego, samorządowego, historycznego i edukacyjnego. A nawet sąsiedzkiego, międzynarodowego. Zależy od polityki melioracji, zarybiania, rekultywacji, a także zarządzania okręgami rybackimi, gminnych planów zagospodarowania oraz wiedzy i badań naukowych.
Gospodarka na terenach wiejskich może również skorzystać z >>opakowania zachodniopomorskiego<<, a gospodarka rybacka z rosnącego popytu na usługi agroturystyczne oraz konieczności dywersyfikacji dochodów w mniejszych gospodarstwach. Gospodarka rybacka, zarówno ta będąca podstawą jak i ta będąca uzupełnieniem budżetu jest jedną z możliwości na przełamanie bierności rynkowej kilkudziesięciu tysięcy właścicieli małych gospodarstw i ich rodzin, a także kilkudziesięciu tysięcy rodzin wiejskich, które mnie mają nic, nawet małego gospodarstwa.
Polityka branżowa np., rybacka nie wprowadzi wielkich zmian. Tam dąży się do likwidacji stanowisk pracy, a tworzenia nowych. Konieczna jest polityka regionalna i mikroregionalna.
- Naturalna funkcja edukacyjna przekazów ustnych w domu, gospodarstwie rodzinnym czy też w warsztacie mistrza musi stać się edukacją szkolną, pozaszkolną którą zostaną objęci zarówno ludzi w wieku szkolnym jak i ludzie w wieku produkcyjnym potencjalni managerowie, liderzy oraz pracownicy. Może każda szkoła zachodniopomorska powinna dostać do zagospodarowania jedno małe jezioro lub kawałek rzeki i tam uczyć się zarówno ekologii, rybactwa, agroturystyki jak i gospodarowania i gospodarzenia? A wzorem braci Czechów średnia szkoła rybacka na bazie technikum rolniczego – czy nie jest to rozsądne rozwiązanie?
Przez 60 lat zniszczono rynkową tkankę regionu. Choćby przez ubezwłasnowolnienie ludzi z PGR-ów. Odbudowanie dobrych obyczajów, rzetelnego i zrównoważonego gospodarowania na wodach śródlądowych i w ich sąsiedztwie (a chodzi nie tylko o gospodarkę rybacką) wymaga interwencji zewnętrznej. Pieniądze publiczne powinny wspierać ten region również po to aby nie prowadzić do grabieży i niszczenia jezior. Polskie gospodarowanie na tych terenach jest obarczone złymi doświadczeniami gospodarki centralnej, która pozostawiła po sobie spuścizną niemocy, w wielu wypadkach „strukturalnej” nieuczciwości i niewiedzy. Państwo musi utwierdzić ludzi w przekonaniu, że są na swoim. Oprócz czysto gospodarczego znaczenia pomocy publicznej warto wziąć pod uwagę aspekt psychologiczny. Powiedzmy – psychiczne uwłaszczenie. Choćby w dziedzinie budowania obrazu regionu i pozytywnych skojarzeń. Szczecin kojarzy się powszechnie ze stocznią i morzem, a zachodniopomorskie – też z morzem. A w głębi lądu mówią na nas „śledzie” i „paprykarze”. Ale zupełnie nie kojarzy się z ekologią, lasami, jeziorami, dzikim łososiem, itd.
(...) nie powtarzać drogi, która wprawdzie rozwiązuje jeden problem, ale piętrzy trudności na innych ważnych polach. Jeśli zatem chcemy wyciągać wnioski z doświadczeń historycznych innych krajów (...), powinniśmy tworzyć koncepcję kojarzącą trzy następujące komponenty:
1) dostosowywanie wolumenu i tempa wzrostu produkcji żywności do popytu końcowego,
2) utrzymanie satysfakcjonującego poziomu dochodów ludności rolniczej, co powstrzyma nadmierną migrację ludności wiejskiej oraz zmniejszy nacisk na rynek pracy (jego chłonność na siłę roboczą jest i pozostanie ograniczona),
3) powstrzymanie degradacji środowiska naturalnego, co poprawi biologiczną jakość wytwarzanej żywności i jednocześnie uczyni z obszarów wiejskich atrakcyjne i cenione miejsca życia coraz większej liczby rodzin. Tak rozumiane walory środowiskowe będą miały swoją wysoką cenę, co stworzy dodatkowy strumień dochodów płynących na wieś.
Prof. dr hab. Augustyn Woś, Prof. dr hab. Józef Zegar