Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

- Dla mnie to jest ostatnie kuszenie Hołowni. Oparł się celebryctwu. Nie oparł się pokusie władzy.
Jeśli już sięgasz po taki arsenał porównań: W chrześcijaństwie jest mnóstwo przykładów ludzi, którzy wyszli ze strefy komfortu, spomiędzy tych, którzy ich zawsze słuchali. Nie wiem, ile razy mam ci
powtarzać, żebyś zaczął mnie słuchać, a nie cały czas projektował na mnie swoje lęki. To jest o pracy, o Polsce, nie o mojej psychologii. Mam żonę, która zadba, żeby mi nie odbiło. W ogóle myślę, że dobrze wybrałem grono - by użyć terminu psychologicznego - znaczących bliskich. Takich, którzy nie są klakierami, tylko mówią, co myślą.
Szymon Hołownia w rozmowie z Michałem Okońskim Tygodnik Powszechny grudzień 2019

Ekologia indywidualna jest ekologią codzienną, niewymagającą specjalnego wysiłku. Hipokryzja ekologiczna doprowadzi na kraj przepaści lub bankructwa. Żądamy czystego powietrza i jednocześnie żądamy zwiększenia produkcji. Nic gorszego jak ekolodzy drukujący wielkonakładowe ulotki i plakaty.
Pojemniki są rzeczą pożyteczną ale pojemniki jednorazowe, czy jak je tam nazwiemy jednokrotnego użytku to marnotrawstwo. Dla komfortu kota wystarczy karton po pomidorach i kocyk albo jakaś wyblakła derka. Do przechowania ołówków w podróży pojemniki po wapnie elektrolitycznym. Kubełki po twarogu lub kapuście kiszonej mogą służyć do przechowania kasz i płatków, w których, gdy torby są otwarte, chętnie zaglądają spożywcze mole i trzeba wydać ponad stówkę żeby się ich pozbyć.

Owoce transportowano w skrzynkach drewnianych, które służyły kilka lat. Przed kolejnymi zbiorami były naprawiane i przeniosły w swoim wnętrzu przynajmniej kilkaset kilogramów zanim znalazły miejsce w piecu. Ile to zaoszczędzonych drzew?
Nawet koper zielony z Hiszpanii (pełna szajba, im się opłaca siać i zbierać a nam nie) przychodził w klatkach plastikowych, które nadają się jako na parasole, rulony, tyczki bambusowe.
Torba ze "Stokrotki" służy mi rok. Dwa razy w tygodniu dostaję pięć torebek plastikowych od piekarza: chałka, mały razowy, bagietka, biały lub pytlowy, czasem bułki. To można zmienić i pakować pieczywo do płóciennej torby. Ale trzeba nosić ze sobą plecak, a w nim rezerwowe, wielkie torby. I płócienną też - do pieczywa.  Do plecaka wchodzi zgrzewka wody 6x1,5 l. Przez zwykłe gapiostwo w ciągu roku kupiliśmy 5 czy 6 kolejnych toreb i mamy chyba z 15 - Stokrotka, Żabka, Liedl, Oderzenter, Biedronka, Auchan, Społem. Kiedyś śmialiśmy się z emerytek, że były przygotowana na zakupy ponad miarę, nosząc ze sobą kilkanaście podniszczonych reklamówek. Kiedyś te reklamówki to była przecież atrakcja, kupowane na starym Turzynie, ściągane z zachodnich marketów, przecież nie kupowane.
W Wielkiej Brytanii zajrzano do środka wyspisk zamkniętych 40 lat temu. Znaleziono gazety dające się jeszcze czytać oraz ubrania i obuwie w stanie prawie nienaruszonym. Czy to oznacza, że powinniśmy produkować rzeczy rozpadające się jak mój dysk SSD, w pół roku po upływie gwarancji? Rozpadł się ale trzeba go jeszcze zutylizować. Skoro tak długo się rozkładają to może warto pomyśleć o uniwersalnej funkcji tych długowiecznych materiałów i przedmiotów. I utylizacji, zmiany funkcji bez użycia energii. Co może służyć przez 50 lat?
Wyroby plastikowe są znakomite, niektórych pojemników używamy już 20 lat, ale rekordzistką jest miska do odcedzania z ażurową wkładką, którą miałem jeszcze w akademiku w latach 70-tych. Ale teraz dałem się kiedyś zbajerować kolorowym wielkim michom do celów spożywczych, wszelkiego przeznaczenia. Wiem, że tych misek nie zniszczymy i niespecjalnie były nam potrzebne. Ale były kolorowe.
Do przeprowadzek używamy dwuczęściowych pudeł po bananach. Przeznaczanie tych znakomitych kontenerów na makulaturę to zbrodnia na środowisku. W tych kontenerach trzymamy książki, które szkoda wyrzucić. łatwo dobrze upakować rzeczy na pawlaczu, strychu czy w piwnicy. Mam jeszcze kontenery firmy "Ruch", w których dostarczano artykuły handlowe do kiosków. Nie do zajechania. Dobre do książek, bo wodoszczelne.
Co tydzień zapełnia się i nie wiem jak zapełnia się wielki wór z plastikami.
Do każdego z nas przychodzą różne dokumenty zadrukowane jednostronnie. Drugą stronę można wykorzystać do sporządzania wstępnych wydruków, a także wykonania (zszywanie lub sklejanie; zszywanie kosztuje 2 zł od jednej sztuki notesu) w formacje DL czyli 1/3 A4 lub A5. Poręczne i niedrogie. Po wykonanym remanencie w obszarze zbędnych kwitów, nazbierało się tych wszystkich kartek A4 ok. 10 ryz i do tego 3 ryzy wszelkich kartonowych, okolicznościowych, ofertowych okładek. A trzeba przyznać, że notesy akademickie są niezbyt tanie, kosztują przecież drożej niż ryza papieru.
Większość jednak to rzeczy tanie, nie mówiąc o ofercie sklepów z przedmiotami za 5 złotych, i mniej, mających swe siedziby przy głównych ulicach Szczecina. Taki jest popyt na rzeczy zupełnie zbędne. Kupimy za grosze i łatwo nam będzie wyrzucić. I do następnego razu. To nasza ofiara składana na ołtarzu globalizacji.
Wiele plastikowych toreb (proszki, owoce, koci żwirek) można wykorzystać do zebrania i wyniesienia bioodpadów. Te po kocim żwirku nadają się do gromadzenia papierów z notesów, małych kartek. Surowce są zbyt takie
Nikt nic nie musi.
Każda nasza aktywność na polu ekologii codziennej, indywidualne, subiektywnej, będzie prowadziła do oszczędzania naszego środowiska.

To wszystko to kwestia mody, wstydu, zjawisk czysto ludzkich.

Wojciech Hawryszuk, 9 - 15 marca 2020