Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider
Dominikowo, Yannick Leider

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Gdyby była trzecia bramka, byłoby optimum szczęścia.   

Nasz Kochany Komentator  TVP  To mogło się zdarzyć w każdym momencie.

Ostrzegam, to nie ciąg dalszy przygód czterech przyjaciół z Francji.

Wieczorem, w poniedziałek 26 listopada spotykanie z Mormonami. Rozmowa długa i jednocześnie nieciekawa, bo do Polski wysłali młodych i żarliwych wyznawców, którzy niezbyt dobrze mówili po polsku. Przyjechali i pojawili się na ulicach Szczecina tuż przed Adwentem. Ten chłopak, który ze mną rozmawiał, mógł mieć 18 – 20 lat. Szczerze mówiąc, chciałbym wiedzieć co mają mi do powiedzenia. Nigdy nie rezygnuję z rozmowy w takich przypadkach. I zaskoczyli mnie, pewnie na tym to polega: wzbudzić ciekawość przez zaskoczenie.

O Mormonach w Szczecinie pisała Wyborcza 10 lat temu. I pięć lat później.

Marketing religijny zakłada, że zawsze można znaleźć wyznawców specyficznego rodzaju wiary, trudno ocenić czy nowa wiara przekona „niedowiarków” czy tych, którzy wierząc ostatecznie się zawiedli. Każdego wierzącego coś uwiera w jego wierze. Nie w wierze osobistej, tej opartej na przykazaniach, a raczej w jego kościele czy kościelnej administracji. Przeważnie nad swoją wiarą nikt się nie zastanawia.

Delegacja amerykańskich Mormonów poszukuje zapewne zarówno jednych jak i drugich, przyjechali z zamiarem stworzenia w Szczecinie swojego zgromadzenia. Ale Mormoni zaczęli ze mną rozmowę od JC, na koniec zostawiając Josefa Smitha i Księgę Mormonów. Nie powiedzieli, że są Mormonami i ostatecznie zamierzają przekonać mnie do swojej wiary, do swojego Boga-Elohima. I namówić do wstąpienia do Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.

Powodem powstania KJCŚDO, tak zrozumiałem mojego rozmówcę, jest to, że ludzie odwrócili się od Jezusa Chrystusa, właśnie 200 lat temu. I pan Smith dostąpił objawienia. Tak przynajmniej twierdził. A były to czasy znakomitych oratorów, na których opierało się powodzenie różnych grup wyznaniowych. Tamte czasy w Ameryce, to był czas drapieżników, zawłaszczania wszystkiego co się dało. To był również czas bezprawia,

Życzyłem im wszystkiego dobrego, i zaznaczyłem że każdy ma prawo do swojej wiary i religii. Chociaż jest tak, że jedni wyznawcy akceptują tylko fragmenty ogólnej doktryny, nieliczne dogmaty – inne odrzucając i tworząc nowe, skoro powstaje nowy mix marketingowy, to musi pojawić się pytanie: skąd to wiesz?; zatem – słowo przeciwko słowu. Perswazja moich rozmówców była łagodna, ja nie starałem się dyskutować ale racji (?) nie uznałem. Nie włączyłem klasycznego, szumidła, i nie pytałem o wielożeństwo, o traktowanie kobiet, o rytuały i o pieniądze. O niewolnictwo, o niszczonych Indian. Choć byli przecież Amerykanami.

Słowa i wiara, to niedobrana para.

Dlaczego podeszli do mnie, widziałem ich po raz pierwszy?

Wojciech Hawryszuk, przy Kaszubskiej, 26 – 30 listopada 2018