Sędziowie, a może nawet sądownictwo, w sposób zdecydowany zaprotestowali i protestują przeciwko władzy, a raczej przeciwko uprawianiu polityki – docelowo ogniem i mieczem, a póki co, sierpem i młotem. Bo przecież nie szpadą i lemieszem. Nie przy pomocy błyskotliwych argumentów.
Każdy, prawie każdy wrzeszczał na meczu „sędzia kalosz” a wiele osób pisało wyraz „sędzia” przez „ch”. Jest wiele przykładów niezamalowanych. Jest prawie dokument „Piłkarski poker”, który na szczęście ma charakter komediowy. Ale są tacy sędziowie jak Luigi Colina, którzy budzą podziw i szacunek.

Szacunek – zawsze, podziw – niekoniecznie. Ostatnio podziw budzą polscy sędziowie, ostoja niezależności polskich sądów, wystawiani na próbę przez administrację rządową, np. wzywani na dywanik do prokuratury. Sędziowie, na szczęście, nie odnoszą w żaden sposób do podziwu tłumów i poszczególnych osób. Wysoko należy cenić powściągliwość, nieuleganie popularności, rzeczowość i poniechanie wszelkiej agitacji, wręcz agitacyjności sędziów. W swoich wypowiedziach panie i panowie sędziowie wyraźnie odnoszą się do ducha i litery prawa, wszelkie „wycieczki osobiste” zostawiając mimo. Kryzys, dopiero kryzys,  pozwolił nam poznać ludzi z drugiego i dalszych szeregów prawników codziennie decydujących w imieniu państwa o naszych sprawach.
Jaki to czort rozpalił pod tym kotłem pełnym politycznej arogancji i zajął bezpieczne miejsce przy miechu? Skąd wiedział, że jego czarcie nasienie padnie na taki grunt. Znaczna część Polaków uwierzyła arogantom, że wszyscy sędziowie to złodzieje, że bronią się nawzajem, że skazywali w stanie wojennym i wcześniej, a Konstytucja to wyłącznie preambuła do zarządzeń pana Zbyszka. I w swoich gabinetach, przy winku i cygarach (te od wdzięcznych podsądnych), chwalą się co kto dziś wyniósł z marketu. Jak wyglądają sądy wiedzą uczestnicy procesów. I sędziowie, palestra, komornicy, radcowie i notariusze. Każda z tych grup zawodowych ma swój samorząd i stowarzyszenia, które mają na względzie dobro korporacji oraz polskiego prawa.
Można i trzeba, należy, widać taką konieczność, żeby – niezależnie od okoliczności, bez zbędnego relatywizowania, upomnieć się o prawa obywatela i zwyczajną sprawiedliwość. Nie wszystko było i jest w porządku. Nawet jeżeli wygra w przyszłości prawo, to trzeba się upomnieć o skrzywdzonych i prawdę.
Arogancja tych spod czarciego kotła nie wzięła się i nie bierze się z niczego, nie pochodzi z bezwonnego eteru. To ma swoje źródło w przyzwoleniu politycznym i społecznym na ludzką krzywdę i nieuczciwość.
Jednak nikt inny nie miał prawa oceniać sędziów i sądów jak właśnie oni sami. I nikt tego prawa nie powinien sobie przywłaszczać, zwłaszcza z poparciem 18%, powołując się wyższość faktów dokonanych nad prawem. Sądy i sędziowie widocznie nie skorzystali ze swojego prawa do oceny, naprawy i poprawy; nie zawsze korzystali i skąd się bierze ta powszechna, partyjna, rządowa arogancja polegająca na bezwzględnym sięgnięciu po to prawo oceny i dyscyplinowania. To łatwa i uproszczona konstatacja i kalkulacja. Łatwo było upowszechnić krzywdzącą i jednocześnie niebezpieczną nieprawdę o sędziach-złodziejach, o nieuczciwej korporacji.
Kto mógł przeszkodzić rządowej, państwowej machinie propagandowej?
Kalkulacja w istocie swej genialna i w zasadzie nieprzewidywalna, w epoce ciepłej wody w kranie. W epoce, w której zwykłe ośmiorniczki mogą zniszczyć państwo – czy nie takie może mieć konsekwencje rok 2014?; państwo uwierzyło i pogodziło się z tym, że mamy tak genialnych i makiawelicznych kelnerów zdolnych zmieniać bieg historii. I ludzie zwykli też uwierzyli w talent zwykłego człowieka.
I od tego momentu już wszystko było możliwe. Prawo i przyzwoitość – nie istniały, skoro można było posłuchać, przeczytać podsłuchane rozmowy polityków, niewiele osób się sprzeciwiało sposobowi w jaki media (?) weszły w posiadanie tych materiałów. Prawda ale również pornografia. I w zasadzie tyle.
Specjalna pozycja sędziów, to efekt umowy społecznej. To wynik wiary w przyzwoitość społeczną grupy ludzi, od kompetencji których zależy nasze życie, nasze majątki, czasem gospodarka.
Sędziego powołuje prezydent, prezydenta wybiera naród. Część narodu, ale sędzia jest poza polityką. Jak dotąd obca i zbędna jest mu wiedza o przynależności partyjnej uczestników procesu. Czego chcieć więcej? Miejmy nadzieję, z całym szacunkiem, że obywatele i sędziowie nie zapomną tej bolesnej i wstydliwej nauczki, kiedy to musieli szukać swego „złotego rogu”.

Wojciech Hawryszuk, ul. Kaszubska 12, 28 – 29 września 2018.

https://monitorszczecinski.pl/podziw-zwatpienie-i-powsciagliwosc/