Okazuje się, że nie mamy w mieście balonu. Nie mówiąc o jeszcze bardziej majestatycznym sterowcu. Inni mają. Balonem - a jakże - płyną po niebie. Płyną, bo balon jest zaliczany do statków powietrznych. I to nie ma balonu w mieście, w którym wylądowali bracia Wright. [dokładnie jeden brat kiedy to zakładał filię zakładów lotniczych w Berlinie]. Być może jakieś przesądy lub zabobon, może mieszczański kołtun spowodował, że nie ma go i już.
Okazuje się, że nie mamy w mieście balonu. Nie mówiąc o jeszcze bardziej majestatycznym sterowcu. Inni mają. Balonem - a jakże - płyną po niebie. Płyną, bo balon jest zaliczany do statków powietrznych. I to nie ma balonu w mieście, w którym wylądowali bracia Wright. [dokładnie jeden brat kiedy to zakładał filię zakładów lotniczych w Berlinie]. Być może jakieś przesądy lub zabobon, może mieszczański kołtun spowodował, że nie ma go i już. Nikt chyba nie wierzy w to, że balon odbiera krowom mleko a rybom ikrę. Czy balon jest urządzeniem potrzebnym? Gdybyśmy mieli taki balon w mieście to co byśmy zrobili? Właściwie balon – niezależnie od jego kształtu, wielkości koloru, nie jest na co dzień potrzebny. Nie oszukujmy się. Nie jest potrzebny radnym miejskim, bo w sali posiedzeń rady nie ma jest niewiele okien i nie można go podziwiać podczas posiedzeń, nie jest potrzebny wodociągom i tym bardziej kanalizacji. Nie jest potrzebny szkołom wyższym, gdyż balon kulisty będzie przypominał, że ziemia od dawna jest okrągła i wszyscy o tym wiedzą.
Przychodzi jednak taki dzień, jakieś święto, cykliczna uroczystość, podczas której powinno wydarzyć się coś niezwykłego. W Krakowie dzwoni Wielki Zygmunt, w Warszawie maszeruje na placu bardzo wielu różnie ubranych żołnierzy, w Gdańsku ryczą syreny statków. I oprócz tych poważnych akcentów dzieją się rzeczy niepoważne, które łagodzą powagę sytuacji. W takim dniu można się wysmarować keczupem, ochlapać tzw. wojskową grochówką z wielkich wojskowych torebek i potwierdzić działanie napojów chmielowych i bezchmielowych. Ale my nie mamy Wielkiego Zygmunta, nie mamy dużego placu i dawno już nie ryczały syreny statków.
I właśnie w takim uroczystym dniu przydałby się niepotrzebny na co dzień – balon. A balon, drodzy kibice nad stadionem Pogoni.... Piękna, duża rzecz.
Balon w stanie spoczynku i złożony składa z trzech podstawowych elementów: powłoki, kosza i palników, w których spala się gaz od kuchenek gazowych. Kiedy balon ma polecieć, do tego dochodzi załoga lub pasażerowie. Kosztuje takie cudo od 30 do 150 tys. Złotych. Cena zależy od wielkości, jakości palników, kształtu itp.
W zasadzie moglibyśmy sami sobie taki balon kupić, wypadłoby nie więcej niż 10 groszy na osobę. Podejrzewam jednak, że społeczeństwo nie bardzo wierzy w społeczne zbiórki zarządzane przez tzw. społeczne komitety. A tak na marginesie, gdzie są pieniądze zbierane na szczecińską halę widowiskowo-sportową i ile jaki jest stan konta na dzień ..... 2001?
Gdyby znalazł się sponsor, lub grupa sponsorów, której taka promocji jest potrzebna względnie instytucja, która może wykorzystać balon w działalności wychowawczej. Balon łatwiej upilnować niż kosze i bramki na boisku.
Spółdzielnia Mieszkaniowa na przykład. Choćby SM „Dąb” (ma najbliżej do lotniska); gdyby na cele wychowawcze pobierała 10 groszy dodatkowo od każdego administrowanego mieszkania przez rok, lub 0,01 grosza od 1 m.kw. powierzchni, mogłaby taki sprzęt zakupić ku uciesze swoich mieszkańców i zazdrości innych. To trochę więcej niż złotówka rocznie na rodzinę. A Może któryś ze szczecińskich gigantów handlowych zrobi frajdę klientom i uwiąże aerostat na parkingu przed hipermarketem – warte zastanowienia.
Ważny głos w dyskusji nad tą inwestycją powinni mieć ludzie z Aeroklubu Szczecińskiego. Takiego sprzętu nie da się wypożyczyć na sobotę i niedzielę dla rodziny i znajomych. Musi być pilot, załoga, instruktorzy. Powoli zacznie się tworzyć sekcja sportowa, będą chcieli nauczyć się jak najwięcej. Będą przekonywali innych i szukali sponsorów na nowe balony i nowe wyprawy. Są piloci amatorzy, lotniarze, szybownicy – będą również baloniarze. Ważny jest ten pierwszy impuls.
Tak na co dzień, balon, nie jest potrzebny. Nie jest niezbędny w życiu miasta. Podobnie jak park, plac zabaw, Ale jak się tak dobrze zastanowić, może się nam w mieście przydać. Pamiętajcie o skutecznej dyplomacji pingpongowej Nixona i Kiesingera w Chinach. Być może w balonowej gondoli łatwiej się dogadać niż w urzędowych gabinetach i salach recepcyjnych hotelu „Radisson”.
Za wielkimi słowami strategia rozwoju miasta, kryją się mrówcze, zgoła nieheroiczne działania. Strategia jest też jedną z niewielu rzeczy, której nie da się zlecić firmom obcym. To akurat trzeba wykonać samodzielnie. Krok po kroku, ulica po ulicy.
Pamiętajcie zatem o balonie.