Ostatnio niezbyt dostatnio. Niespodzianka. Bezrobocie. Druga niespodzianka – jakiś kryzys. Szwagier na szwagra się patrzy, żona na inną żonę, przewodniczący na siostrę posła, marszałek na brata ministra, zięć radnego na ciotkę matki z pierwszego małżeństwa. Słowem popłoch na imieninach.Okazuje się, że 150 000 zachodniopomorskich bezrobotnych to sami nieznajomi. Nie są znani posłom, radnym i szefom instytucji.
2001
Ostatnio niezbyt dostatnio. Niespodzianka. Bezrobocie. Druga niespodzianka – jakiś kryzys. Szwagier na szwagra się patrzy, żona na inną żonę, przewodniczący na siostrę posła, marszałek na brata ministra, zięć radnego na ciotkę matki z pierwszego małżeństwa. Słowem popłoch na imieninach.Okazuje się, że 150 000 zachodniopomorskich bezrobotnych to sami nieznajomi. Nie są znani posłom, radnym i szefom instytucji. Bezrobocie nigdy przecież nie dotyka urzędu.Szczęście w nieszczęściu, że nasze wszystkie władze nie znają tych 150 000 bezrobotnych. Jak inaczej urzędy i gospodarka zachodniopomorska wytrzymałyby dodatkowe setki tysięcy etatów, które dla swoich trzeba by było znaleźć? Rozejrzyjcie się wokoło. Jesteśmy sami. Od ładnych paru lat jesteśmy przecież u siebie. Inaczej się oddycha. Kot Hoopl’a nie siedzi już co prawda na naszej twarzy, ale powietrze się raczej nie zmieniło. Zastałe. Polityczny smog.Nie ma co opisywać tego powietrza. żeby za dużo nie powiedzieć - i nieprzyjemnie, i wstyd przed ludźmi.Można wywietrzyć pokój, wysoką izbę, ale jak wywietrzyć pole, łąkę, jezioro, miasto, wieś? Prawdziwie świeżo pachną surowe deski szorowane szarym mydłem, pachną jak dawniej pachniała sobota. Może umyć szarym mydłem ?
* * *
Ludzie kradną kompoty z piwnic. Ale to jest usprawiedliwione, można kraść. Można, bo nie ma pracy, bo wszyscy kradną - tak powiedział mi pewien taksówkarz. Nie ma pracy, bobasku, nie ma, powiadasz? Właściciele okradzionych piwnic nie są z tego twierdzenia zadowoleni. Uważają wszyscy jak jeden mąż, że nie powinno się kraść. Nawet kompotów i marynowanych grzybków. Dlatego też wszystkim potrzebującym pieniędzy, a zamierzającym coś ukraść polecam wycieraczki, felgi, antenę albo cały samochód taksówkarza. Widziałem ten samochód; jest więcej wart niż kompoty z 10 piwnic. Taksówkarz ów nie będzie miał do was nieszczęśni ludzie żadnych pretensji. On to zrozumie, bo nie ma pracy i wszyscy kradną. Właściwie, to poproście go ładnie, a sam wam odda.Kto się odważy i publicznie powie, że jednak nie wolno kraść... Nawet korniszonów i samochodu taksówkarza o dziwnych poglądach.
* * *
Zasadniczym wynalazkiem demokracji jest to, że w jednym miejscu – parlamencie, radzie miasta – spotyka się zarówno opozycja jak władza. Obie przez nas dobrze opłacane.Czy mogłoby być tak, że bezrobocie w równym stopniu dotknie posłów i radnych, marszałków i przewodniczących, ministrów i prezydenta, stanowiska merytoryczne i polityczne, tak jak dotyka szarych ludzi ?Słyszeliśmy o propozycji prostego przelicznika zamontowanego w ustawie budżetowej; to współczynnik Edwarda - 15 % bezrobocia, to zmniejszenie o 15% kwoty wypłat budżetu na rzecz pracowników. Zaoszczędzone pieniądze mają być przekazane na fundusz budowy autostrad. Im większe będziemy mieli bezrobocie, tym dłuższe autostrady. A drogi ekspresowe jeszcze dłuższe. Każdy z nas, niezauważalnie skubnął mielonego dziecięciem będąc. W wieku dorosłym śmiałość przecież jeszcze większa i potrzeby skubania większe. Drobnego, codziennego, trójszczeblowego, wielowymiarowego, w drobności niemalże niegroźnego skubania, obskubywania, wyskubywania demokracji nikt nie zauważa. Nasza demokracja przypomina mielonego. Skubanego przez wszystkich.Dziecko pozostawione samopas na ulicy nabiera złych manier. Tylko przypadek sprawia, że zostaje porządnym człowiekiem. Liczenie na to, że władza z biegiem lat, „przypadkiem” stanie się porządnym człowiekiem jest naiwnością. Wywiadówka raz na cztery lata to ciągle za mało. „Jeszcze tylko łomot od ojca i wakacje” – jak powiedział pewien uczeń na zakończenie roku szkolnego.Jeszcze tylko jesienna kampania i dalej będzie z górki...Demokracja to ustrój bezlitosny. O stanowiska, o immunitet (immunity to po angielsku – odporność), o władzę walczy się bezwzględnie. Pamiętajcie, od tych co rządzą nie ma przez jakiś czas ucieczki.
* * *
Zadowalamy się wyskubaną, okradzioną demokracją; i nie wiadomo czego więcej w tej potrawie – chęci, niechęci czy treści; z europejskim – a jakże - sosem, w wykwintnej sosjerce, ze srebrną łyżką i z wielogwiazdkowym, zjednoczonym patosem jako przystawką. Obojętnie, może nawet z niechęcią czytamy o okradzionych z demokracji ludziach. Nas to nie dotyczy, nie jest nam potrzebna jakakolwiek demokracja, my sobie możemy wszystko załatwić; znamy wszystkich co trzeba. Kiedy jednak zostaniecie źle obsłużeni, dostaniecie zimną i niesmaczną potrawę, o śladowej gramaturze, a komórka nie ma zasięgu, zaczynacie zastanawiać się wstydliwie, czy mimo wszystko wypada protestować w pięknie urządzonej restauracji, w której zewsząd patrzą na was zaciekawieni turyści i zagraniczni goście? Wypada. Nie płaćcie za coś co jest niesmaczne i zimne. Niech podadzą w ramach przeprosin coś ekstra.Zanim jednak wezwiecie kierownika sali, żeby nie było całkowitej kompromitacji, ustalcie – tak na wszelki wypadek, kto jest prawdziwym właścicielem restauracji. Czy aby nie figurujecie w rejestrze handlowym jako współwłaściciele tej pięknej knajpki...
Opublikowano w Gazecie Wyborczej 2001